W 2006 roku wybraliśmy się do Rosji, na "koniec świata", na Daleką Północ. Na rowerach postanowiliśmy przemierzyć Czukotkę,
region położony na krańcu Euroazji, ale wcale nie zapomniany przez świat. Ba, wręcz przeciwnie, dzięki osobie obecnego gubernatora,
Romana Abramowicza, najbogatszego Londyńczyka, właściciela klubu Chelsea, o Czukotce słyszało wielu.
Chociaż większość z tych, co słyszeli, może mieć kłopot ze zlokalizowaniem jej na mapie;)
Czukotka leży na Dalekim Wschodzie a jej część nawet na Dalekim Zachodzie. Przez Czukotkę przechodzi bowiem 180 południk.
Mało tego, terytorium Czukotki przecina również krąg polarny, a co za tym idzie, zimą północne wioski spowite są
ciemnościami nocy polarnej, zaś wosną panuje tam dzień polarny i słońce przez wiele dni nie zachodzi.
Z Anadyru, stolicy Czukockiego Okręgu Autonomicznego bliżej do Ameryki niż do Moskwy.
Dwa mocarstwa oddziela tu zaledwie 90 kilometrowej szerokości Cieśnina Beringa.
Mimo, że obydwaj zetknęliśmy się z Czukotką, Czarek był tam dwa lata temu, zaś Timur tam się wychował,
oddziaływuje ona na naszą wyobraźnię swoją magiczną siłą. Wielokrotnie zastanawialiśmy się, dlaczego tak jest?
Niektórzy mawiają, że kto raz był na Północy, pozostawia tam serce i już zawsze będzie tam wracał. Dlaczego?
Może to nieskrępowane uczucie wolności, ogarniające nas podczas obcowania z niewiarygodnie rozległą przestrzenią,
która - paradoksalnie - początkowo wręcz przytłacza swoją potęgą? Może egzotyka regionu, ciekawi ludzie,
których spotyka się tu na każdym kroku, rdzenna ludność - Czukcze i Eskimosi, kultywujący nadal wiele tradycyjnych zwyczajów?
|