|
Ostatnie wakacje trójka wędrowców ze Studenckiego Klubu Górskiego
z Warszawy: Ania, Marcin i Michał, spędziła podróżując po północnych
Indiach. Ze względu na monsunową pogodę panującą w centrum i na południu
Indii, skupiliśmy się na eksploracji Indyjskich Himalajów, czyli na pasmach
górskich Ladakh i Zanskar. Góry te znajdują się w prowincji Kaszmir,
czyli na obszarze spornym między Indiami, Pakistanem i Chinami.
Są to niezbyt bezpieczne dla turystów rejony, jednak, jeśli przestrzega
się wszelkich zasad bezpieczeństwa i szanuje kulturę mieszkańców tych
terenów, można czuć się w Kaszmirze całkiem bezpiecznie.
Kaszmir to rejon o niesamowitej mieszance kulturowej i religijnej.
Współistnieją tutaj obok siebie cztery wielkie religie świata: buddyzm,
islam, hinduizm i sikhizm. Na terenie Kaszmiru mieszkają Tybetańczycy,
Hindusi, Pakistańczycy i Sikhowie.
Ladakh, czyli terytorium położone w dolinie Indusu, geograficznie
i kulturowo należy do Tybetu. Jednak jest to jedyny obszar w tej części
świata, gdzie Tybetańczycy mogą swobodnie wyznawać swoją religię
i kultywować tradycje. Ladakh został otwarty dla turystów dopiero
pod koniec XX wieku. Wiekowe odizolowanie spowodowało, że zachowała
się tutaj pierwotna kultura lamajska w prawie niezmienionej postaci.
Podróżując po Ladakhu i Zanskarze, przez prawie siedem tygodni
podziwialiśmy surowe i dzikie górskie krajobrazy. Naszą bazą wypadową
było Leh - stolica Ladakhu. Miasto to było kiedyś ważnym punktem handlowym
na jednej z odnóg Jedwabnego Szlaku. Później stało się siedzibą królów,
a do dziś możemy podziwiać szesnastowieczny zamek górujący nad miastem.
Na początku pobytu, aklimatyzując się na wysokości ponad trzech i pół
tysiąca metrów, odwiedziliśmy kilka klasztorów buddyjskich w dolinie
Indusu, między innymi Tiksey, Shey, Alchi, Likir. Podziwialiśmy przepiękne
freski namalowane na klasztornych ścianach, a także olbrzymie,
kilkunastometrowe posągi Buddy. Wzięliśmy udział w dwóch festiwalach
w klasztorach Hemis i w Lamayuru, podczas których raz do roku mnisi
przebrani w odświętne stroje przedstawiają miejscowej ludności, jak będzie
wyglądać ich życie po śmierci. Uczestniczyliśmy również w spotkaniu
z Dalajlamą, duchowym i religijnym przywódcą Tybetańczyków.
Gdy zaaklimatyzowaliśmy się, postanowiliśmy zdobyć górujący nad doliną
szczyt Stok Kangri, o wysokości ponad sześciu tysięcy metrów. W dolinach
spotykaliśmy stada jaków pasących się na górskich halach. Mijaliśmy
zagubione chaty pasterzy. Po męczącej wspinaczce górskiej, wróciliśmy
na chwilę do Leh, by po załatwieniu wszystkich formalności i uzyskaniu
pozwolenia pojechać do doliny rzeki Nubra. Po drodze przekroczyliśmy
najwyższą na świecie przejezdną samochodem przełęcz Kardung La o wysokości
ponad 5600 metrów n.p.m. W dolinie zdobywaliśmy malownicze wydmy rzeczne,
gdy na horyzoncie przemykały na wpół dzikie wielbłądy. Kąpaliśmy się
w gorących siarczanowych źródłach, a także zwiedzaliśmy położony na
skałach klasztor w Diskit.
Z doliny rzeki Nubra wróciliśmy do Leh, by pożegnać się z cudowną
doliną Indusu. Spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy i pojechaliśmy
ciężarówką prowadzoną przez Sikha w turbanie do Lamayuru. Stamtąd
wyruszyliśmy na prawie dwudziestodniowy trekking przez góry Zanskaru.
Przez pierwsze dziesięć dni wędrowaliśmy z pasterzem Kalzangiem i jego
końmi, które niosły nasze ciężkie od pamiątek plecaki. Kolejne dziewięć
dni wędrowaliśmy już sami. Podczas tego trekkingu pokonaliśmy dziewięć
przełęczy o wysokościach od 3800 do 5100 metrów n.p.m. Gościliśmy
w klasztorach zagubionych głęboko w górach i uczestniczyliśmy w obrzędach
religijnych mnichów. Na naszym szlaku mijaliśmy murki modlitewne,
zbudowane z kamieni z wypisaną mantrą oraz rzędy chortenów, czyli
tybetańskich przydrożnych kapliczek. Najważniejsze jednak byli ludzie
których spotykaliśmy na naszym szlaku - mieszkańcy Himalajów Indyjskich.
Oto mapka z przebytą przez nas trasą:
|