Google
   świat   podróżnik.net     

Carstensz Pyramid Expedition 2009 - Zbyszek Bąk

-> g a l e r i aCarstensz Pyramid Expedition 2009

Timika - miasto na wyspie Papua Nowa Gwinea
Wychodzę z samolotu na Nowej Gwineii i oddycham z ulgą. Po zatłoczonej i zanieczyszczonej Jakarcie skąd wystartowaliśmy, ta zielona, druga co do wielkości wyspa na świecie, co najmniej 5-krotnie większa od Polski gdzie żyje tylko 2 mln. ludzi to miła odmiana.
PATRONAT - Podróżnik.NetSama Papua to wręcz neolityczna enklawa która przetrwała nie tylko dzięki odległości, dzielącej ją od reszty świata i nieprzyjaznej przyrodzie, ale ze względu na zła sławę jej mieszkańców, którzy zasłynęli jako okrutni wojownicy, łowcy głów i ludożercy. O skali trudności jakie napotkali pierwsi badacze mogą tylko świadczyć nazwy dwóch rzek jakie nadali im przy pierwszych próbach kolonizacji Holendrzy w 1902r: Moordenaar - Morderca i Doodslager - Rzeźnik.
Skład naszej ekspedycji na Carstensz Pyramid (4884m n.p.m.) - najwyższy szczyt Australii i Oceanii oraz najwyższy szczyt na Ziemi leżący na wyspie to międzynarodowa Polsko-Czesko-Serbsko-Francuzka obsada którą połączył wspólny zamiar zdobycia szczytu należącego do Korony Ziemi.

Po dniu zakupów i załatwiania formalności związanych z pozwoleniami na trekking w Górach Śnieżnych wylatujemy awionetką do Sugapy, wsi położonej na 2200m w centrum wyspy.
Na miejscu wita nas tłum Papuasów, jako biali jesteśmy tu rzadkością i budzimy wielkie zaciekawienie. Po przydzieleniu naszej części ekwipunku portersom schodzimy do wsi. Wokoło biegają na bosaka dzieci, większość naga ale jest to tutaj normą. Nawet dorośli Papuasi chodzą "odziani" tylko w koteki (odmiana tykwy osadzona na ich przyrodzeniu).
Następnego dnia rano wyruszamy do Suangaamy, ostatniej z osad na naszej drodze przez dżunglę. Żar się leje z nieba choć na tej wysokości to rzadkość, zazwyczaj pada tutaj deszcz przez większość dnia i nocy. Wokoło pasą się bezpańsko świnie, podstawowe zwierze hodowlane które dopiero przy większych uroczystościach jest zjadane lub traktowane jest jako środek płatniczy. I dlatego chyba też nie przyjęła się tu religia muzułmańska, wiadomo że świnia to zwierze nieczyste wg ich wiary. Natomiast według wszystkich prawideł zostaje odprawione następnego dnia we wsi msza chrześcijańska z błogosławieństwem dla wszystkich tragarzy którzy będą nam towarzyszyć w drodze na szczyt.

Dżungla Nga Palu  3450m.n.p.m. -  4 dni do ataku szczytowego.
DżunglaKażdy dzień wstajemy skoro świt, pakowanie plecaków i zwijanie namiotów, lekki posiłek na kuchence gazowej i w 10 godzinną drogę. Mijamy całe rzesze potoków, strumieni i rzek. Cały czas nogi brną we wszechobecnym błocie, czasami po kostki a czasami po kolana. Dżungla niechętnie oddaje nam swoje tajemnice, przedzieramy się przez nią w ślimaczym tempie ale i tak robimy po ok. 25 km dziennie. Wystające gałęzie i korzenie ranią nam nogi i ręce, nic się nie goi, czasami wpadamy w spróchniałe pnie po pas, czasami brniemy przez moczary po kolana w wodzie tak brudnej że barwę ciężko opisać.

Każdego wieczoru mokrzy do ostatniej nitki podamy ze zmęczenia mając nadzieję że następnego dnia odcinek będzie łatwiejszy i krótszy a jest na odwrót. Próbujemy się ogrzać w prowizorycznym szałasie Papuasów przy ognisku na którym przyrządzają sobie posiłek ale nic nie chce schnąć. Przyglądamy się im z ciekawością, z dotychczasowych opisów z książek i Internetu  mieli to być krwiożerczy i bezlitośni kanibale a tu widzimy pogodnych i serdecznych ludzi, wiecznie uśmiechnięci którzy chyba jak nikt na świecie uwielbiają się fotografować. Sami podróżują przez dżunglę na bosaka wzbudzając w nas podziw i dodając determinacji do walki z tym niegościnnym terenem. Schemat ich 16 osobowej grupy jest prosty, najszybszy z nich niesie wielką brezentową płachtę aby jako pierwszy dotrzeć do wieczorowego miejsca spoczynku i rozłożyć schronienie. Potem idzie właściwa grupa z częścią prowiantu i naszego ekwipunku, na samym końcu zaś idzie 2-3 myśliwych którzy polują na ptactwo które urozmaica im posiłki.

Base Camp - 4350m.n.p.m. atak szczytowy.
Atak Z obozowiska wyruszamy o 2 w nocy i po godzinnym przejściu stajemy u  podnóża 400 metrowej ściany, spoglądam przy świetle czołówki na zegarek, jest 3  w nocy, zerkam w górę na mokrą, pionową ścianę i już wiem że nie będzie łatwo. Skala trudności waha się między IV a VI. Wpinamy nasze jumary  ( przyrządy asekuracyjne) w liny poręczowe i w górę. Tempo dość ostre, tak jak i ściany skalne które tną nam bezkompromisowo rękawiczki i dłonie prze wspinaczce.
Nagle słyszę w ciemności z góry krzyk "Kamień". Przylegam odruchowo do ściany, kolega poniżej mnie nie zdąża, dostaje nim w twarz i mimo ze nosimy kaski nie ratuje go to od ciosu...
Uderzenie odłamkiem  na szczęście nie okazuje się tragiczne w skutkach i po opatrzeniu Peter, Czech z Moraw zdecydował się na kontynuację wspinaczki.
Na grań dochodzimy już o świcie, skały lekko oblodzone, temperatura -5 stopni, po woli kierujemy się ku najcięższemu z odcinków jakim jest 20 metrowa przeprawa linowa przez uskok nad 100 metrową przepaścią. Wpinamy nasze karabinki HMS w linę i energicznymi ruchami przeciągamy się w górę.
Wokoło mgła i chmury, widoczność słaba, szczyt zdobywamy o 6.25, pamiątkowe fotki, gratulacje, jest to kolejno 11,12 i 13 wejście Polaków na tą górę. Dobrze że szczęśliwe.

Spoglądam teraz na dłoń w której trzymam kawałek skały, który zabrałem ze szczytu i który przypomina mi w codziennym życiu jaki ogromny wysiłek czasami musimy pokonać w drodze do zamierzonego celu, że kroki które stawiamy są małe i prawie niewidoczne ale z każdą chwilą przybliżają nas do zwycięstwa, że entuzjazm i determinacja zawsze zatriumfują nad talentem połączonym z lenistwem i wiem że jest warto walczyć o to co wymarzone. Będąc w górach nie zapominajmy też o niebezpieczeństwie które czyha na nas nie tylko w wędrówce na nie, ale w szczególności przy powrocie z nich dlatego życzę tyle samo zejść co i wejść. I do szybkiego...

Na szczycie

 

Zbyszek Bąk
Stowarzyszenie Klub Alpinistyczny "Homohibernatus".
Strona wyprawy:

www.homohibernatus.eu   

Aconcagua 2008 - relacja z wyprawy Klubu Homohibernatus   »

-> g a l e r i a -> r e l a c j a


 
© 2009 podróżnik.net statystyki www stat.pl