|
Gdy dotarł do nas Paweł, wspólnie udaliśmy się do Pietropawłowska
żeby się zarejestrować.
Jeśli przebywasz na terenie Federacji Rosyjskiej
dłużej niż trzy doby, musisz się zarejestrować w Biurze Wizowo Paszportowym
(OVIRZE), podając adres miejsca swego pobytu.
Tylko, jaki adres podać, jeśli chcemy spać w namiocie?
- Tego rosyjskie prawo nie przewiduje, ale był jeden taki przypadek
w ubiegłym roku - sympatyczna urzędniczka OVIR-u odsyła nas do głównego
oddziału, gdzie na pewno nam pomogą.
Jedziemy autobusem przez Pietropawłowsk pod wskazany adres. Nie bardzo
wiemy gdzie wysiąść, więc pytam się jakiegoś pasażera, a on od razu:
A otkuda wy prijechali? Z Polszy! Ja w Polsze służył w Armii w 1976 godu, w Legnicy!
Proszę, i już mamy przyjaciela! Mikołaj prowadzi nas do urzędu, po drodze
proponuje nocleg u siebie w domu. Spoglądamy w jego poczciwe oczy i zgadzamy się.
Pod urzędem trzeba czekać w kolejce, ponieważ prijom grażdan dopiero
za dwie i pół godziny, od piętnastej. Czekamy cierpliwie, w kolejce
ustawia się masa ludzi.
Nagle podchodzi do mnie Mikołaj i wręcza mi atlas samochodowy i przewodnik
po Kamczatce.
- To prezent dla was - chłopaki. Na kolację proponuję rybę, ugotuję z
niej zupę, a resztę mięsa usmażę. Czekam na was wieczorem. Powodzenia!
Jesteśmy pod wrażeniem gościnności Mikołaja, bardzo nam pomaga.
ROSJA TO KRAJ NADAL ZNIEWOLONY... Nie ma swobody poruszania się...
Urzędniczka w OVIRZE nie chce nas zarejestrować, ponieważ nie mamy zaproszenia
od żadnej kamczackiej organizacji a posiadamy przy tym wizę służbową AB.
Nie ważne, że przecież przysłała nas tutaj jakaś organizacja (UW). Jeśli nie
znajdziemy kogoś na miejscu, kto weźmie za nas odpowiedzialność, to nie
otrzymamy rejestracji. Ewentualnie możemy się zarejestrować w Pietropawłowsku
na trzy dni, (tylko trzeba zostawić paszporty na dobę, bo tyle trwa wbicie
jednej pieczątki...). Poza miastem taka rejestracja jest jednak nieważna.
Jeśli chcemy wyruszyć na wulkany, to powinniśmy rejestrować się w miejscowościach
po drodze, za każdym razem zostawiając paszport.
CIEKAWIE...
Nie dajemy się odprawić z kwitkiem, prosimy o kontakt do naczelnika
nadrzędnej komórki biura. Urzędniczka z trudem przemagając złość, daje nam numer
telefonu do swojej szefowej (pracującej w drugim końcu miasta), nazwiska już
nam nie poda: Nie skażu, familiu naczelnika uznatie kak pozwonitie.
Urzędniczkę Obłastnoj (coś w rodzaju wojewódzkiej) Pasportno - Wizowoj Służby
odwiedzimy dopiero jutro, bowiem przyjmuje interesantów od 15 do 17.
Tymczasem jedziemy na nocleg do Mikołaja. Po drodze kupujemy chleb, rozmawiamy
z jakimś Rosjaninem, który kiedyś rownież (jak Mikołaj) służył w Polsce,
w Legnicy, i świetnie mówi po polsku.
Mikołaj ma 53 lata, podwójnie żonaty: raz w Kaliningradzie, potem w centralnej
Rosji, ma czworo dzieci (córkę z pierwszego małżeństwa i 3 synów z drugiego).
Teraz jest na emeryturze (otrzymuje 80$) i pracuje jako starszy zastępca
kapitana na statku rybackim w Pietropawłowsku (pensja 1500$ miesięcznie).
Druga żona mieszka w Moskwie, dwaj synowie także (mają mieszkanie), Mikołaj zaś
żyje sam na Kamczatce i ma jąkąś kobietę, która aktualnie wyjechała. Jest na
czwartym roku studiów historycznych na pietropawłowskim uniwersytecie, bo założył
się z synem, że zda na studia bez specjalnego przygotowywania się. I wygrał!
Jest fascynatem Churchilla, ciągle go cytuje, nasza rozmowa z Mikołajem, to
właściwie jego monolog na tematy historyczne, zwłaszcza II wojny światowej,
bitwy warszawskiej, rozkładu sił i wpływów na świecie po wojnie - kilkugodzinny
monolog!!!
Zrobił dla nas zupę z ryby - uchę, oraz potrawkę: rybę smażoną. Jest bardzo
sympatyczny i otwarty.
Morport.
Kolejnego dnia przed spotkaniem z urzędniczką w Biurze Wizowo-Paszportowym
jedziemy do portu morskiego. W autobusie zapytuję jedną z pasażerek, czy nie
wie może, gdzie znajduje się wojennyj port.
- Znaju, no nie skażu
Wybuchamy śmiechem - Eto sekriet?
Co za ludzie...
W Pietropawłowsku jest kilka portów morskich: handlowy, towarowy
(przeładunek węgla, rud metali), rybny, remontowy.
W pobliskiej Zatoce Wiluczyńskiej znajduje się port wojenny, w którym stacjonuje
strategiczna flota podwodnych łodzi atomowych. Jest to jedna ze stref o
ograniczonej możliwości odwiedzenia. Nawet miejscowi, którzy chcą tam pojechać
muszą postarać się zawczasu o pozwolenie w FSB.
Nie niepokojeni przez nikogo wchodzimy po trapie na pokład jednego z
remontowanych statków BUSOV. Jest to statek do połowu ryb, o czym świadczą
wielkie sieci i magazyny pod pokładem. Podziwiamy przepiękną panoramę na
Zatokę Awaczyńską, okoloną górami, ze strzelistym wulkanem Wiluczyńskim po
drugiej stronie brzegu. Kilkanaście morskich statków kołysze się majestatycznie
na spokojnych, migoczących słonecznym blaskiem wodach...
Interesowały nas możliwości opuszczenia półwyspu drogą morską, dlatego
udaliśmy się do Diespieczierskowo, komórki kontrolującej ruch w porcie. Naszym
cichym marzeniem było odbycie rejsu statkiem rybackim przez Morze Ochockie
do Magadanu na Kołymie.
Panowie z biura szybko wylali na nas wiadro zimnej wody.
- To niemożliwe. Z półwyspu nie pływają statki do Magadanu, tamtejszy port
rybny jest całkiem zniszczony" - powiedział nam sympatyczny urzędnik. - Poza
tym Kamczatka i Okręg Magadański to dwie oddzielne jednostki administracyjne,
niepotrzebujące kontaktu morskiego ze sobą. Wystarczają im połączenia lotnicze
(cena za bilet, około 180$).
Kiedyś było inaczej.
Za czasów Stalina - opowiadał jeden z diespieczierów (kontrolerów ruchu) -
z Pietropawłowska kursowały parochody (parostatki) do wszystkich okolicznych
wiosek, także do Magadańskiej Obłasti, a na Kamczatce planowano nawet budowę
linii kolejowej. Po pierestrojce roku 1990, zlikwidowano flotę parową w
Pietropawłowsku, statki sprzedano do Korei, Chin i Indii.
Budynek Morportu jest obecnie nieużywany, czeka na swoje kolejne pięć minut.
Z żalem przyjęliśmy wiadomość, że nie uda się nam pojechać z rybakami do
Magadanu, nawet jeśliby któryś z kapitanów przypadkowo tam płynął (1 szansa na 100),
to w przypadku statku rybackiego przeszkodę stanowił dla nas administracyjny
zakaz zabierania na statek pasażerów, pod rygorem utraty przez kapitana
licencji na połowy. A kontrolować mogą nawet w porcie docelowym.
|
Znów w OVIRZE.
Niepocieszeni udaliśmy się do Biura wizowo-paszportowego. Na pytanie,
czy otrzymamy rejestrację, Marina Wiktorowna, naczelnik Obłastnoj Wizowoj Służby,
odpowiedziała nam grzecznie: K sażalieniu NIET (niestety nie).
- Nie damy wam rejestracji, ponieważ macie służbową wizę, a nikt was na
Kamczatce nie przyjmuje, nikt za was tym samym nie odpowiada. Dlatego nie
możemy Wam zalegalizować pobytu. Nawet firma turystyczna nie może Wam
sprzedać vouchera, nie macie bowiem wizy turystycznej! Jeśli Wam się coś stanie,
to kto będzie za Was odpowiadał? Będziecie zarzewiem konfliktu międzynarodowego!
Znów będą pisać o Rosji, że to dziki kraj i turyści nie będą chcieli do nas przyjeżdżać!
Co robić? Kiedy smętni szliśmy chodnikiem, zauważyliśmy na jednym z
budynków tablicę z napisem: "Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Kamczackiej
Obłasti". Popatrzyliśmy na siebie. Decyzja zapadła szybko - Spróbujemy!
Byliśmy nieźle zaskoczeni kiedy po wejściu do gabinetu naczelnika, Aljeksieja Iwanowicza,
na jego biurku ujrzeliśmy kserokopię naszej bumagi.
Naczelnik, wysłuchał nas z uwagą, po czym sięgnął po obszerny tom Kodeksu
Prawa Federalnego. Przez kilka minut cytował nam rosyjskie przepisy.
Widząc jednak, jak bardzo nie przystają one do obecnej sytuacji gotów był
nam pomóc. Obiecał, że następnego dnia wypracujemy kompromis.
Wstąpiła w nas nadzieja. Podniesieni na duchu wrociliśmy do Mikołaja.
Wieczór upłynął nam na słuchaniu historycznych wykładów "Radia MIKOŁAJ"
do trzeciej w nocy...
Cóż, przyszliśmy następnego dnia ponownie do urzędu. Pijany facet,
który twierdził że jest bokserem zagadywał do nas w ministerialnej poczekalni.
Mimo że początkowo wydawało się to absurdalne, bokser wpisywał się w otoczenie.
Był znany wielu urzędnikom ministerstwa, którzy witali się z nim, co sprawiało
mu dużą przyjemność.
Wkrótce przyszedł Alieksiej Iwanowicz, uśmiechnął się do nas smutno
i przemówił:
|
 |
Pietropawłowsk Kamczacki
Stolica Kamczackiej Obłasti, położony na wschodnim wybrzeżu półwyspu Kamczatka,
na brzegach Zatoki Awaczyńskiej Oceanu Spokojnego. Miasto rozmieszczone jest
na zboczach gór: Miszennej, Pietrowskiej i Nikolskiej.
Leży 11900 km na wschód od Moskwy (różnica czasu wzgl. Moskwy: +9 godz.).
Port oceaniczny, lotnisko (Elizowo). Zaludnienie: 192.5 tys. osób.
Jest jednym z najstarszych miast na Dalekim Wschodzie.
Powstał na miejscu kamczadalskiego sioła Auszin, gdzie w 1740 r. zimowali
i wzniesli warownię (ostróg) uczestnicy Drugiej Kamczackiej Ekspedycji
(1733-1743) Vitusa Beringa i A. Czirikowa.
Nazwę ostrogu utworzono od nazw statków ekspedycji:
"Święty Apostoł Piotr" i "Święty Apostoł Paweł".
Do XIXw. stał się głównym portem na Dalekim Wschodzie
i centrum adm.-gosp. Kamczatki.
W 1822r. przekształcony w miasto nazwane Pietropawłowski Port.
W 1854 r. w czasie wojny krymskiej (1853-56) miejscowy
garnizon wojska bohatersko odparł atak eskadry angielsko-francuskiej.
W 1924 r. miasto przemianowano na Pietropawłowsk-Kamczacki,
w odróżnieniu od Pietropawłowska w Kazachstanie.
Do 1932 r. był centrum Okręgu Kamczackiego Dalekowschodniego Kraju,
do 1956 r. centrum Kamczackiej Obłasti w składzie Kraju Chabarowskiego,
obecnie centrum samodzielnej jednostki administracyjnej - Kamczackiej Obłasti.
Przemysł rybny (połów i przetwórstwo), transport morski.
|
|
- Niestety nie możemy zalegalizować Waszego pobytu. Musicie szukać jakiejś
organizacji w Pietropawłowsku, która weźmie na siebie odpowiedzialność za
was i was zarejestruje. Potem musicie zalegalizować trasę swojej marszruty
w FSB Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (dawne KGB), w Służbie Ratowniczej
(Spasatielnaja Służba), w Służbie Ochrony Przyrody, w Ministerstwie Obrony,
ponieważ znaczna część terenów, które odwiedzicie, to zamknięte strefy wojskowe.
Zaraz przyjmie was moja szefowa, Naczelnik Do Spraw Turystyki w Kamczackiej Obłasti, Tamara Iwanowna Tutuszkina.
Pani ta stwierdziła, że ostatecznie zaakceptuje turystyczny voucher
wydany przez tutejsze biuro podroży, ale biura nie będą chciały brać na
siebie odpowiedzialności za nas, jeśli nie wynajmiemy u nich przewodnika.
Ona ze swej strony bardzo chce nam pomóc i radzi, byśmy wykupili voucher turystyczny w
jakiejś TURFIRMIE. Zgodziła się nawet zadzwonić do kilku
turfirm i rzeczywiście dwie z nich odmówiły załatwienia nam rejestracji,
kiedy Tamara Iwanowna informowała ich pracowników, że rezygnujemy z wynajęcia przewodnika.
Ostatecznie dostaliśmy kilka adresów, i numerów telefonów do biur podróży,
i wyruszyliśmy na poszukiwanie firmy, która nam pomoże. Dowiedzieliśmy
się również, że od 15 lipca ma wejść w życie postanowienie gubernatora, który
ustanawia na Kamczatce 5 okręgów przygranicznych, co może sparaliżować
poważnie ruch turystyczny (konieczność otrzymywania pozwoleń).
Skapitulowaliśmy.
Doszliśmy do wniosku, że nie da się wygrać z tutejszym systemem i nie płacąc
biuru podróży zalegalizować swój pobyt. Nawet gdybyśmy chcieli wyruszyć bez załatwienia tych
nieszczęsnych formalności, to w przypadku kontroli nie moglibyśmy tłumaczyć się
niewiedzą (o ile może być ona w ogóle traktowana jako usprawiedliwienie), ponieważ
tri turisty z Polszy znani byli już na wszystkich szczeblach pietropawłowskiej administracji...
Cóż, 22$ za osobę, zapłacone firmie "Petropavlowsk - Gostinicznyj Kompleks", podziałały niczym czarodziejska różdżka.
Po kilku dniach mieliśmy otrzymać pismo z zalegalizowanym przez FSB planem naszej podróży.
Tymczasem aby nie tracić cennego czasu, zdecydowaliśmy się wyruszyć
na domasznije wulkany Koriacki i Awaczyński, położone 30 km od stolicy
i doskonale z niej widoczne. Nie interesowało nas już, że formalnie jedziemy tam nielegalnie.
Posiadaliśmy już rejestrację w hotelu "Petropavlovsk", zaś formalności w sprawie pozwolenia od FSB były w trakcie załatwiania.
Aby nie wracać do tej kwestii dodam, że po powrocie z wulkanów faktycznie
dostaliśmy ten wyczekiwany przez nas dokument.
Sprawy związane z meldunkami w kolejnych miejscach pobytu były dla nas istotne
z uwagi na obowiązek zbierania stosownych pieczątek na karcie migracyjnej, którą należało
okazać przy wyjeździe z Rosji.
|