Przygotowania, uczestnicy
Półwysep Kamczatka, położenie
Lecimy na Kamczatkę
Elizowo
Pietropawłowsk Kamczacki
Wulkan
Awaczyński
Wulkan Koriacki
Mutnowka, mini Dolina Gejzerów
Wulkan
Mutnowski
Wulkan Goriełyj
W stronę Kluczewskiej
Kluczewska Sopka
Droga
do cywilizacji
Ust-Kamczack
Rajsa Iwanowna
Kobieta tajgi
Esso - Kamczacka Szwajcaria?
Wyjazd
z Kamczatki
Informacje
praktyczne
Galeria zdjęć
Wulkanizm
na Kamczatce
Wulkaniczne linki

 

 
  
Miasta Rosji -
Sankt Petersburg
Droga Kołymska
Złota Kołyma
Archipelag Gułag
DNIEPROWSKI
Archipelag Gułag
BUTUGYCZAG
Miasta Rosji
- Jakuck
Magadan
Iran - DAMAVAND
Miasta Rosji
- Władywostok
Kolej transsyberyjska
Kamczatka 2003
Oblicza Gobi
W poszukiwaniu końca świata
Skansen
w Ułan Ude
Karpaty Południowe
Góry Stołowe
Wycieczka
po Dolnym Śląsku
Kotlina Kłodzka

 

Wulkan Awaczyński (2751 m)

Pod wulkany Awaczyński i Koriacki można dojechać z Elizowa, przez dzielnicę dacz, drogą wiodącą korytem Suchej Rieczki. Jest to sezonowa rzeka, która po okresie wiosennych roztopów szybko wysycha. Jej koryto stanowi dla mocnych samochodów wygodną drogę, wiodącą do turbazy pod przełęczą między wulkanami.

fot. Paweł Kopyt

 

Dyrektor.
Przyjechaliśmy do Elizowa, żeby zorientować się w możliwościach taniego przejazdu pod wulkany. Gdy wysiadaliśmy z autobusu, zagadnął nas pewiem elegancki mężczyzna. Powiedział, że ma polskie pochodzenie, usłyszał w autobusie, ze rozmawiamy po polsku i zapragnął porozmawiać z krajanami (ziemliakami). Przedstawił się jako dyrektor generalny elizowskiego awtowokzała (dworca autobusowego) Leonid Pszewłocki. Dyrektor cechował się dużą przedsiębiorczością. Z jego opowieści wynikało, że w najbliższym czasie wybudowany zostanie nowoczesny dworzec autobusowy, co jest częścią większego projektu, przebudowy placu otaczjącego dworzec.

Postarał się zawczasu o pozwolenia na prowadzenie różnorakich interesów (tu wyjśnienie: każda działalność gospodarcza w tym kraju wymaga szeregu trudnodostępnych zezwolń i licencji...) i jest otwarty na pomysły, co do otwarcia biznesu. Na dolnym piętrze nowego awtowokzała, które będzie miał do swojej dyspozycji, planuje uruchomić sklepy i biuro podróży. Stara się również o modernizację środków transportu i ostatnio doprowadził do zakupu sześciu używanych autobusów w Korei, których lada dzień spodziewa się w Elizowie.
- Mamy świadomość niedoskonałości infrastruktury i naszych ułomności - przekonywał Dyrektor - Chcemy to zmienić i pilnie poszukujemy inwestorów. Wiemy, ze Kamczatka jest atrakcyjna dla turystów, musimy to wykorzystać.
Ośmielony samokrytycyzmem rozmówcy, zapytałem dosłownie i w przenośni, czy w nowym budynku, również pod progiem będzie przebiegała rura, o którą będą potykać się wchodzący.
- Teraz będzie inaczej, jesteśmy świadomi, że należy szanować klienta i podnosić jakość usług. Nie, "rury" już nie będzie.

Dzięki pomocy pana Pszewłockiego, dwudziestokilkukilometrową trasę korytem Suchej Rieczki, przejechaliśmy dość szybko na mikrikie (mikrobusem). Kosztowało to nas 10$, co było sporym sukcesem, zważywszy że negocjacje z dyrektorem taksiparka (firmy taksówkowej) zaczęły się od 50$. Uważam, że były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Pieszo męczylibyśmy się w skwarze, z ciężkimi plecakami idąc po monotonnej i długiej drodze.

Fiedia.
Kierowcą naszego mikrika był Fiedia, myśliwy, rybak i przewodnik. Zagadnąłem go o niedźwiedzie.
- Poluję dwa razy w roku. Jednorazowe pozwolenie (licencja) na odstrzał miszki kosztuje 500$. Po upolowaniu należy wypełnić specjalny formularz, w którym podaje się płeć, masę oraz miejsce zabicia. Mięso przed spożyciem należy poddać badaniu, ponieważ większość niedźwiedzi ma włośnicę. Wiaże się to z koniecznością transportowania sztuki do cywilizacji, co jest bardzo uciążliwe i w kontekście faktu, że mięso niedźwiedzia ma zapach psiny (nie spytałem Fiodora, skąd o tym wie), nie warto go spożywać. Myśliwy zdejmuje skórę z łbem jako trofeum a mięso pozostawia.
Nasz mikrobus dzielnie się spisywał na nierównej drodze korytem rzeki, jednak skapitulował przy pierwszym większym podjeździe na dość stromą łachę śniegu. Trudno, resztę trasy pokonaliśmy pieszo, zresztą i tak było już niedaleko.

Pod przełęczą.
Mieliśmy piękną pogodę, dzięki bezchmurnemu niebu mogliśmy podziwiać w całej krasie dymiący lekko wulkan Awaczyński i strzelistą sylwetkę Koriackiego. Pod przełęczą ujrzeliśmy rosyjską infrastrukturę turystyczną, którą stanowiły dość obskurne baraki. Dziwiło nas to trochę, ponieważ przy tak łatwo dostępnej lokalizacji wzniesienie schroniska, czy solidnej bazy, nie powinno stanowić większego problemu. Zwłaszcza że domasznie wulkany, są punktem programu wielu wycieczek zagranicznych.
 
PANORAMA:
W stronę domasznich wulkanów.
Fot. Anton Panov
Panorama: W stronę domasznich wulkanów, fot. Anton Panov, http://www.flat.ru/anpan/chatka/

Naczelnik z firmy KAMCZATINTUR, którego spotkaliśmy w jednym z baraków, rzeczowo objaśnił nam przebieg trasy na wulkan Awaczyński. Wynikało z tego, że wejście na szczyt zajmuje sześć godzin, zaś zejście trzy-cztery godziny. Do pokonania jest 1800 metrów przewyższenia.

Wędrówka na Awaczyński.
Następnego dnia o 9.30 wyruszyliśmy na nasz pierwszy kamczacki wulkan. Na początku należało przekroczyć koryto Suchej Rieczki, która wbrew noszonej przez siebie nazwie, kipiała tu wartkim nurtem. Jej dolina wypełniona była śniegiem, który wypłukany w środkowej części przez rzekę tworzył szeroką na metr szczelinę. Spojrzenie w głąb dawało wyobrażenie o grubości zalegającej tu warstwy śniegu, która wynosiła około dwóch-trzech metrów.
Po pokonaniu tej pierwszej przeszkody wspinaliśmy się na ramię łagodnego grzbietu wiodącego pod sam stożek Awaczy. Jako że była sobota, po drodze minęliśmy kilka grup rosyjskich turystów. Na wysokości około 2040 metrów napotkaliśmy niewielką stalową szopę, obok której odpoczywała liczna, ponad dwudziestoosobowa ekipa Rosjan. Co ciekawe, obok szopy ustawiona była antena, co sugerowało możliwość radiowego kontaktu z turbazą.
Wśród Rosjan panowało zamieszanie, jak się później dowiedzieliśmy, wzywali pomoc, ponieważ jednemu chłopakowi przydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Usiadł on na niestabilnym kamieniu i spadł wraz z nim kilka metrów w dół, przy czym uderzył się w głowę i w wyniku urazu stracił przytomność.

Problem został najwidoczniej szybko rozwiązany, ponieważ po niedługim czasie grupa kontynuowała wspinaczkę. Wkrótce doszliśmy do podnóża stromego, młodego stożka, który ukształtował się wewnątrz starego krateru. Czekał nas teraz ostatni etap, którym było strome, trzystumetrowe podejście po osypującym się ruchomym pumeksie. Ścieżka wiła się teraz licznymi zakosami, wśród brunatnoczerwonych kamieni, łagodząc stromość zbocza. W partii szczytowej można było pomóc sobie chwytając linę, przywiązaną do wielkiego głazu. Było bardzo stromo, a idąc w kierunku głazu miało się wrażenie, że ten zaraz zacznie toczyć się w dół.

Krater.
Zmęczeni, lecz szczęśliwi stanęliśmy na szczycie, zajęło nam to 4,5 godziny. Przed sobą mieliśmy rozległy krater o ścianach koloru czerwonego, wypełniony czarną bazaltową lawą, niczym korkiem, spod którego buchała para wodna zmieszana z siarkowodorem (zapach zgniłych jaj).
Przedstawienie było bardzo interesujące! Liczne fumarole buchały siarkowymi oparami, pokrywając otaczającą je skałę żółtym osadem.


Wulkan Awaczyński (2751 m)

Jest jednym z najaktywniejszych wulkanów Kamczatki, w ciągu ostatnich 250 lat dawał o sobie znać 13 razy.
Ok 4 tys. lat temu, w rezultacie silnego wybuchu górna część stożka uległa rozerwaniu,
w wyniku czego Awaczyński stracił ok. 1/3 swej wysokości.
Z biegiem czasu wewnątrz starego stożka ukształtował się nowy, o wysokości 700 m.
Przedostatni wybuch wulkanu miał miejsce w 1945 roku, i przebiegał ok. 7 godzin. W ciągu tego krótkiego czasu wulkan wyrzucił ok. 300 mln. ton pyłu.
Do 23 stycznia 1991 roku krater miał formę leja o średnicy 350 m. i głębokości 220 m. Tego dnia...

Zapach gazów nie był bardzo intensywny i nie przeszkadzał nam oddychać. Minęliśmy fumarole w drodze ku głębokiej szczelinie skalnej, z której wydobywało się najwięcej dymu. Czuliśmy się niesamowicie. Oto byliśmy świadkami zjawisk, które kiedyś stanowiły nieco abstrakcyjny temat lekcji geografii. Dotykalismy zastygłej lawy, która wydostała się na powierzchnię Ziemi z niewyobrażalnej głębokości kilkudziesięciu kilometrów!
Przeszliśmy na korek lawowy, który porozcinany był głębokimi szczelinami. Im bardziej zbliżaliśmy się do centralnej części, tym szczeliny były coraz bardziej przepastne, tworząc w końcu kilkumetrowej głębokości mini wąwozy.

Tymczasem Rosjanie wznosili wódką toasty za udane wejście przy dźwiękach muzyki płynącej z małego magnetofonu. Życzyłem im bezpiecznego zejścia. Nie dość, że byli słabo wyposażeni, bo niektórzy weszli tu w butach sportowych a nawet gumiakach, nie dość, że jeden z nich odniósł już kontuzję, to niefrasobliwie popijali wódkę. Cóż, co kraj to obyczaj.

Jak wejść na Koriacki?
Wśród Rosjan byli przewodnicy, których zapytaliśmy o trasę na Koriacki. Powiedzieli nam, że nie prowadzi tam żadna ścieżka turystyczna, w rozumieniu tej, którą weszliśmy na Awaczyński. Jest za to kilka dróg dla bardziej doświadczonych turystów, zaopatrzonych w raki i czekany. Generalnie radzono nam, byśmy skorzystali z usług przewodnika, bądź dołączyli do innej grupy idącej na Koriacki.

Wieczorem, gdy byliśmy już w namiocie, chroniąc się przed atakiem agresywnych komarów, odwiedził nas jeden z Rosjan, z którym rozmawialiśmy wcześniej na szczycie wulkanu Awaczyńskiego. Miał on dla nas dobrą wiadomość. Otóż następnego dnia na interesujący nas wulkan miała iść grupa sześciu Niemców rosyjskim gidem.
Udaliśmy się do obozu Niemców, aby porozmawiać z ich przewodnikiem. Był nim Igor Kazancew, pracownik firmy Kamchat Travel Group. Stwierdził on, że oficjalne dołączenie nas do grupy wiąże się ze zbytnimi formalnościami, a nie może się odbyć bez wiedzy jego szefa. Zapytał, czy dysponujemy rakami i czekanami, ponieważ w partii szczytowej będzie trzeba ich użyć. Po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi zaproponował, byśmy jutro poszli po prostu po jego śladach jako oddzielna grupa.

 
Wulkan Awaczyński


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 następna strona do góry