|
Do Mutnowki nie jeżdżą autobusy ani minibusy. Najdalej wysuniętym punktem,
do którego można dostać się transportem publicznym jest wioska Termalnyj,
położona godzinę jazdy autobusem z Elizowa. Dalszy sześćdziesięciokilometrowy
odcinek najlepiej pokonać autostopem. Jako że w elektrowni ludzie pracują w systemie
wachtowym, można liczyć na zatrzymanie wachtowki, ciężarówki do przewozu
osób, bądź gruzowika, ciężarówki do przewozu ładunków.
Jadąc do Termalnego mijaliśmy po drodze kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy
"Gołubaja laguna" który obecnie jest raczej w opłakanym stanie. Przejeżdżaliśmy
też przez wioskę Paratunka, słynacą z basenów z wodą termalną.
Autostopem do Mutnowki
Będąc w Termalnym wyszliśmy na drogę wiodącą do elektrowni geotermalnej
w Mutnowce (Mutnowskaja GES).
Pewien Ukrainiec, który stał z synem i również czekał na transport, zaczął nas
straszyć niedźwiedziami i trudnymi warunkami pogodowymi w Mutnowce.
- W zeszłym roku trzech chłopaków siedziało cały dzień na drzewie,
kiedy naszedł ich miszka. A dwa lata temu na południu półwyspu,
japoński fotograf, który zajmował się dokumentowaniem życia niedźwiedzi, został pożarty.
Co, sami tak się zapuszczacie na wulkany? Bez przewodnika? Byli tacy turyści, co
w lipcu zamarzli pod Mutnowskim. Przyszedł na kilka dni tuman,
temperatura spadła poniżej zera i turyści nie mogli trafić do swoich namiotów.
Znaleziono ich martwych.
Powiedzieliśmy, że jesteśmy przygotowani na trudne warunki, lecz przyznam,
że opowieści o niedźwiedziach dały mi nieco do myślenia... Zastanawialiśmy się
też wspólnie, jak wygląda ten straszny tuman?
Po około godzinie oczekiwania pojawił się jakiś japoński samochód osobowy,
lecz kierowca chciał od nas po 150 rubli za podwiezienie. Postanowiliśmy jeszcze
trochę poczekać, w czym utwierdził nas Ukrainiec, śmiejąc się,
że "kierowca chciał zedrzeć kasę z inostrańców".
Wkrótce nadjechała wielka ciężarówka ZIŁ z dużym napisem "GEOTERM".
Jak się później dowiedzieliśmy, ten trzyosiowy pojazd zbudowano na potrzeby
przemysłu kosmicznego. Wyposażony w silnik amerykański, i w urządzenia
będące najnowszymi osiągnięciami techniki, jest jednym z dwóch egzemplarzy
w Mutnowce, spośród pięćdziesięciu wszystkich wyprodukowanych w Rosji.
Niestety nie udało nam się pojechać tym samochodem z powodu braku wolnych miejsc,
ale jego kierowca powiedział, że za chwilę do Mutnowki będzie jechał Ural z pracownikami.
I rzeczywiście, po godzinie oczekiwania usłyszeliśmy basowy warkot silnika,
po czym zza zakrętu wyjechał pomarańczowy Ural w wersji "awtobus".
Naczelnik z elektrowni, który jechał w kabinie pasażerskiej wraz z robotnikami,
zezwolił nam na przejazd i po chwili mknęliśmy szeroką szutrową drogą przez tajgę.
Siedziałem w szoferce i zagadywałem do kierowcy. Dowiedziałem się,
że samochód którym jedziemy pracuje w każdych wrunkach pogodowych.
Jego silnik Diesla spala 57 litrów oleju napędowego na 100 km.
Droga wiodła szeroką doliną porośniętą gęstą tajgą.
Po obydwu stronach drogi wyrastały ładne góry.
Kierowca objaśniał, że zaraz będziemy przejeżdżać koło miejsca, w którym kilka
lat temu zdarzył się przykry wypadek. Otóż z pobliskiej góry zeszła skalna lawina,
która zmiotła z drogi jadący samochód. Wszyscy pasażerowie zginęli,
a miejsce tragedii upamiętniono niewielkim pomnikiem.
Zbliżyliśmy się do podnóży zasnutego mgłą wulkanu Wiluczyńskiego,
którego ogromna sylwetka poprzecinana była "bruzdami" promieniście odchodzącymi
od wierzchołka.
- Może chociaż szczyt będzie odsłonięty - powiedział kierowca -
zobaczymy, podjedźmy tylko na przełęcz.
Wspięliśmy się po krętej, eksponowanej drodze na przełęcz (około 900 m.), gdzie
zatrzymaliśmy się na chwilę, ponieważ kierowca musiał się zameldować w punkcie rejestracyjnym.
Punkt znajdował się przy biurku, stojącym... na poboczu drogi.
Siedział tam kontroler i spisywał kto, kiedy i po co jedzie w kierunku Mutnowki.
Krajobraz zmienił się teraz całkowicie. Zniknęła tajga, ziemię porastały
tylko niewielkie krzewy i trawa.
Za przełęczą przy drodze umieszczono tyczki, które zimą wskazują kierowcom
właściwy kierunek. Opady śniegu są tutaj niezwykle obfite.
Drogę pokrywa trzymetrowa warstwa śniegu, miejscami przykrywając tyczki!
Tajga poniżej przełęczy jest wtedy całkowicie przysypana śniegiem.
Trudno mi było uwierzyć w te opowieści dopóty, dopóki nie zobaczyłem
"niewielkiej" łachy śniegu zalegającej przy drodze, na wysokość naszej ciężarówki!
Spytałem, jak w takich warunkach samochody wjeżdżają na przełęcz.
- Spychacz ubija śnieg i formuje półki, jazda po nich jest bardzo niebezpieczna,
jednak co robić? Trzeba pracować.
Po trzech godzinach jazdy dotarliśmy do elektrowni. Tuż przed bramą wjazdową
zobaczyliśmy tkwiący w ziemi wielki stalowy zawór, który wyrzucał z siebie
z hukiem ogromne ilości pary wodnej. Jak nam powiedziano, kilka takich
zaworów musi być otwartych, gdyż inaczej elektrownia wyleciałaby w powietrze.
Żółte budynki przedsiębiorstwa kontrastują z powykrzywianym przez śnieg
stalowym ogrodzeniem, błotem na drogach, wszelkim zardzewiałym żelastwem
porzuconym w rowach.
Baraki dla robotników stoją na trzymetrowych stalowych rusztowaniach.
Latem wchodzi się do nich po schodach, zaś zimą z poziomu śniegu. Wokół baraków
parkuje wszelkiego rodzaju ciężki sprzęt: spychacze, buldożery.
Praca przebiega tu w systemie zmianowym. Niektórzy pracują przez dwa tygodnie
po 10 godzin, potem mają dwa tygodnie urlopu. Inni przez 24 dni, mąjac potem
kilka dni urlopu. Pracownikami są przeważnie ludzie spoza Kamczatki: Kazachowie,
Ukraińcy, Baszkirzy. Zarabiają od 500$ (najniższa pensja robotnika) do 1000$
(traktorzysta, pracownik wykwalifikowany).
Zawieziono nas do hotelu (nocleg 20$, wyżywienie 20$), skąd po zameldowaniu
się u pani naczelnik, i uzyskaniu łaskawego "razrieszenia" (pozwolenia)
na rozbicie namiotu, udaliśmy się do pobliskiej dolinki, (zwanej zresztą
Mini Doliną Gejzerów). Rozbiliśmy się w widłach dwóch potoków.
Woda z jednego z nich, który płynął od strony pól z atywnością fumarolną, wyraźnie
"pachniała" siarkowodorem. Na przeciw nas obozowali gimnazjaliści z Pietropawłowska,
którzy wraz ze swoją nauczycielką wyruszyli w kilkunastodniową wycieczkę
śladem wodospadów. Mieli ze soba kamerę video i swoje obserwacje utrwalali na taśmie.
Zaprosili nas na wspólny spacer pod okoliczny wodospad, a po
kolacji poszliśmy wykąpać się w basenie termalnym.
Basen zasilany był gorącym źródełkiem. Kiedy woda była zbyt ciepła,
można było dolać zimnej z przepływającego obok strumienia. Służyła do tego
gruba rura, której jeden koniec tkwił w strumyku. Należało po prostu skierować
drugi koniec rury do basenu.
Mini Dolina Gejzerów.
Jest to niewielki obszar nieopodal mutnowskiego hotelu, na którym można
obserwować syczące parą fumarole. Miejscowi zagrodzili deskami nieduże
zagłębienie terenu z gorącym źródełkiem i tak stworzyli basen termalny.
Obok basenu jest złoże szarej glinki, uważanej za leczniczą.
Robotnicy chadzają do basenu, zażywają kąpieli, a potem smarują się glinką.
Widziałem ludzi przypominających stwory z innej planety,
pokrytych szarą mazią od stóp do głowy.
 |
Mutnowska Geo TES
Na Kamczatce znajduje się wiele geotermalnych źródeł energii,
których wykorzystanie, jak twierdzą rosyjscy eksperci, może
zabezpieczyć potrzeby mieszkańców i przemysłu w zakresie ciepła
i elektryczności na najbliższe 100 lat.
W latach siedemdziesiątych zaczęto badania okolic wulkanu Mutnowskiego
pod kątem wykorzystania tamtejszych zasobów geotermalnych do wytwarzania
energii elektrycznej. Wypadły one pomyślnie, co zaowocowało planem budowy
u podnóża wulkanu elektrowni geotermalnej.
Zbudowano drogę dojazdową, linię do przesyłu energii, stację przesyłową w Elizowie.
Przez niemal dwadzieścia lat niewiele działo się na miejscu budowy.
Dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych powrócono do realizacji projektu.
W 1997 roku rosyjska firma NAUKA wespół z partnerami z Japonii i Nowej Zelandii
przygotowała biznes-plan dla dokończenia budowy Mutnowskiej GeoTES.
Dokumenty zostały pomyślnie rozpatrzone przez EBOR, co zaowocowało
przyznaniem kredytu firmie GEOTERM.
Uczestnicy projektu.
Projekt, o budżecie 154 mln $, jest realizowany przez firmy rosyjskie
wespół z międzynarodowymi konsultantami oraz producentami sprzętu:
Siemens, Alstom (Niemcy), Psichrometric Systemens Inc.,
Cameron (USA), Worley International - Kingston Morrison Ltd (N. Zelandia).
Lokalizacja, warunki przyrodnicze.
Pole geotermalne Mutnowki znajduje się w pobliżu wulkanu Mutnowskiego
na wys. ok. 800 m. n.p.m. Jest położone 70 kilometrów w linii prostej od
Pietropawłowska Kamczackiego. Ze stolicą łączy je droga, wiodąca przez
Elizowo i Paratunkę, długości 130 km.
Panują tu surowe warunki przyrodnicze. Zima trwa 8-9 miesięcy, a śnieg
zalega tu od października do czerwca. Średnia głębokość pokrywy śnieżnej
wynosi 4 metry, a w zagłębieniach terenu dochodzi do kilkunastu metrów.
Średnia prędkość wiatru dochodzi do 45 m/s, zaś średnie temperatury to:
w styczniu -13oC, w czerwcu +12,4oC.
Wykonanie.
W 1999 r. rosyjska firma GEOTERM uruchomiła pilotażową elektrownię geotermalną,
tzw. Górno-Mutnowską. W 2002 roku, na tzw. Polu "Dacznyj" otwarto pierwszą
część Mutnowskiej Elektrowni Geotermalnej o sile 50 MW (dwie turbiny produkujące po 25 MW każda).
Elektrownia jest w pełni zautomatyzowana, kontrolę nad urządzeniami sprawują miejscowi
operatorzy.
Dzięki łączności światłowodowej oraz satelitarnej, parametry pracy elektrowni monitorowane są
przez centra w Pietropwałowsku Kamczackim (OAO GROTERM) i w Moskwie (AO NAUKA).
Na terenie stacji znajduje się internat dla personelu. Z uwagi na kilkumetrową pokrywę
śnieżną w zimie, poszczególne budynki stacji połączone są ze sobą korytarzami,
pozwalającymi personelowi pracować bez wychodzenia na zewnątrz.
Plany.
W przyszłości, na tzw. Polu Południowym, planuje się budowę drugiej stacji
elektrowni, która będzie produkować 100 MW energii (cztery turbiny po 25 MW).
Ma być ona całkowicie zautomatyzowana i zarządzana z zewnątrz.
Więcej informacji, dane techniczne oraz schemat instalacji elektrowni znajdziesz na
stronie firmy "Nauka".
|
|