|
Tego dnia mogliśmy się wreszcie przekonać, czym jest osławiony kamczacki tuman.
Wokół nas zalegała gęsta mgła, pod którą góry zniknęły całkowicie.
Mieliśmy zamiar udać się dziś na wulkan Goriełyj, lecz decyzję co do wyjścia póki
co odłożyliśmy na później. Udaliśmy się tymczasem do jadalni na śniadanie.
Po godzinie chmury nieco ustąpiły, tak więc decyzja zapadła: idziemy.
Aby jednak nie błądzić w tumanie wybraliśmy wędrówkę drogą prowadzacą z elektrowni
do wsi Termalnyj.
|
Przeszliśmy około 7 kilometrów, po czym skręciliśmy w stronę wyłaniającej się
z chmur sylwetki Goriełego.
Rosyjscy turyści, których napotkaliśmy w momencie rozkładania przez nich obozu,
powiedzieli, że zaraz dojdziemy do rozległego jeziora, które należy minąć z prawej strony,
i dalej po prostu kierować się na wulkan.
Pokonując łagodne grzbiety, początkowo trawiaste, dalej pokryte
brązowo-czarnym żużlem, dotarliśmy na szczyt jednego w dwóch stożków,
zakończony stromym urwiskiem opadającym w głąb krateru.
Na dnie krateru ujrzeliśmy lazurowe jezioro, z drugiego mniejszego krateru wydobywały się
opary białego dymu. Na dnie drugiego krateru również znajdowała się woda, czy raczej
roztwór szarej barwy, który w świetle słońca przebijającego się przez chmury,
przybrał odcień metaliczny.
Drugi stożek Goriełego miał jeden niewielki krater, bez dodatkowych atrakcji.
|
 |
Wulkan Goriełyj (1829 m)
Składa się z dwóch form wulkanicznych:
starej, o budowie tarczowej (zajmuje ok. 650 km2),
zwieńczonej kalderą o średnicy 13 km, i współczesnej,
typu złożonego stratowulkanu. Współczesna część
zajmuje powierzchnię 150 km2 i powstała w centrum
kaldery. Zbudowana jest z law bazaltowych i
andezytowo-bazaltowych. Morfologicznieprzypomina
wulkan typu hawajskiego (dość połogi).
Tym niemniej jego szczyt składa się z łańcucha
eksplozywnych kraterów, a na zboczach jest ok.
30 kraterów bocznych.
|
|
Niestety nie mogliśmy podziwiać pobliskiego Mutnowskiego, który przez cały czas
tonął w chmurach.
Wracamy z Mutnowki do Pietropawłowska.
Po śniadaniu w stołówce pożegnaliśmy się z kucharkami, a Swieta przyniosła
nam jeszcze służbowy zeszyt, z prośbą, byśmy wpisali kilka słów na pamiat'.
Wyszliśmy przed główną bramę elektrowni i czekaliśmy cierpliwie na stopa.
Przejechała jedna ciężarówka, niestety z kompletem pasażerów. Po jakimś czasie
z elektrowni wyjechał wóz gaśniczy, którego kierowca zgodził się nas podwieźć kilka kilometrów
na plateau pod Goriełym.
Gdy ujrzeliśmy z daleka czarny dym, myśleliśmy że jedziemy do pożaru.
Byliśmy nieco zbici z tropu, gdy kierowca zatrzymał się jakieś 150 metrów przed hałdami,
spoza których w niebo bił czarny dym i cierpliwie czekał aż wygramolimy się z plecakami.
Jak widać, sytuacja nie była p a l ą c a, bo po chwili wóz odjechał
z miejsca zdarzenia do elektrowni, zabierając kilku robotników.
Czas dłużył nam się bardzo na oczekiwaniu. Niestety przez wiele godzin nie mogliśmy
zatrzymać samochodu. W końcu się udało i pojechaliśmy Kamazem do samego Pietropawłowska.
Na awtowokzale przesiedliśmy się do busa, jadącego na osiedle Siewiero-Wostok,
z nadzieją, że przenocujemy u naszego znajomego. Jako że nie zastaliśmy go w domu,
rozbiliśmy namiot w pobliskim lesie. Z Mikołajem spotkaliśmy się nazajutrz
i gościliśmy u niego, z lekkimi wyrzutami sumienia, następne dwa dni.
Udany tydzień.
Miniony tydzień uznaliśmy za wielce udany! W ciągu siedmiu dni zdobyliśmy
cztery piekne góry, z których każda była inna.
Pogoda sprzyjała nam wyjątkowo. Ludzie, z którymi rozmawialiśmy zgodnie
podkreślali, że obecne lato jest szczególnie ciepłe i suche. Tak skąpych opadów
nie notowano na Kamczatce od czterdziestu lat.
|