|
Spojrzeliśmy z Damianem na siebie. Ustaliliśmy wcześniej, że nasza podróż będzie bez planu.
Nęciła nas chęć odkrywania, obserwowania otaczającego świata, pokonywania niespodziewanych
przeszkód i trudności. Teraz właśnie poczuliśmy zew przygody i postanowiliśmy poddać się biegowi wydarzeń.
Przyjęliśmy zaproszenie i już po kilkunastu minutach wędrowaliśmy szutrową
drogą przez młodą tajgę słuchając opowieści Raisy o niedźwiedziach,
życiu w lesie, bolączkach i radościach dnia codziennego. Mieliśmy poznać Siergieja,
przyjaciela Raisy, trzydziestotrzyletniego byłego narciarza sportowego i muzyka,
który od niedawna mieszka z naszą znajomą.
Zdziwiło nas, że Rajsa mówiła głośno, kiedy ją o to delikatnie zagadnęliśmy,
usłyszeliśmy że to z powodu niedźwiedzi. Aby uniknąć niespodziewanego spotkania
ze zwierzęciem, warto zachowywać się głośno, podśpiewywać, hałasować, itp. Lepiej nie zapominać, że:
Zakon - tajga.
Miedzwiedz - chazjain.
My u nievo w gostiach.
Kropiwna.
Kiedyś we wsi było wiele domów, szkoła, sklepy, kinoteatr, po których to zabudowaniach nie ma obecnie śladu.
Wieś została rozwiązana w 1976 roku po zamknięciu kołchozu drzewnego, w którym
pracowali mieszkańcy. Tutejszy LiesPromChoz sprzedawał drewno do Chin i Japonii. W momencie,
gdy lasy wokół zostały wycięte i dla ludzi zabrakło pracy, zakład zamknięto.
Domy zostały rozebrane i wywiezione do pobliskiego Kozyriewska, gdzie działało
przedsiębiorstwo drzewne. W Kropiwnej pozostało zaledwie kilka gospodarstw.
Kozyriewski LiesPromChoz jeszcze działa, z tego, co mówiła Raisa, drewno spławiane jest rzeką
do Ust-Kamczacka, tam ładowane na statki i wiezione do Japonii.
Raisa mieszka w niewielkim drewnianym domu, obok stoi letnia kuchnia, dalej niewielka bania.
Gospodyni uprawia kartofle, kabaczki, marchew, cebulę. Przygotowuje zapasy na zimę:
zbiera i suszy grzyby, soli i wędzi rybę, ktorą dostaje od pracujących nieopodal rybaków,
zbiera w tajdze jagody na konfitury, suszy zioła i grzyby.
Woda z płynącej obok posesji rzeczki uchodzi za najlepszą w okolicy.
A dalej, w odleglości kilometra od domu Raisy przepływa rzeka Kamczatka,
na której łowią rybacy i brakanierzy.
Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez gospodarzy. Wieczór spędzony
przy świecach (we wsi nie ma elektryczności) upłynął nam na opowieściach.
Słuchaliśmy też piosenek w wykonaniu Siergieja, posiadacza pięknego, donośnego głosu.
Sergiej śpiewał kiedyś w zespole wojskowym i grał na perkusji.
Próbki rytmu wybijał teraz z powodzeniem na stole i szklankach.
Miał kiedyś żonę, która odeszła od niego, zabierając ze sobą kilkuletniego synka.
Siergiej opuszczony i zrozpaczony błąkał się po tajdze, aż pewnego dnia zapukał
po pomoc do drzwi Raisy w Kropiwnej. Przygarnęła go, dała dach nad głową za
pomoc w gospodarstwie. I tak żyją we dwójkę, wzajemnie się wspierając.
Marzeniem Sergieja jest zobaczenie się ze swym synem... Chciałby też kiedyś
odbyć podróż do Nowej Zelandii.
Raisa Iwanowna Bobkowa.
Urodziła się w Kijowie w 1946 roku, jej dziadek był Polakiem. Kiedy miała pół roku,
rodzice zabrali ją na Syberię, do zabajkalskiej miejscowości Moguczy w Czickiej Obłasti.
Tam Rajsa skończyła osiem klas szkoły dziennej i dwie klasy w szkole wieczorowej.
W wieku szesnastu lat zaczęła pracę jako listonosz, potem podjęła pracę w DIPŁO,
zakładzie obsługującym pociągi. Uzupełniała wodę w wagonach kolejowych i tankowała olej napędowy.
Wkrótce wyjechała do Nowokuźniecka, gdzie pracowała jako maszynistka. Postanowiła
wstąpić tam do technikum, które ukończyła w 1966 roku z dyplomem technika budowlanego.
Siedemnaście lat pracowała jako Inżynier-Kurator (nadzorca) przy budowie Zachodniej
Sybirskiej Elektrowni TEC. Nie przypuszczała, że wyjazd na urlop nad Morze Czarne bedzie
przełomem w jej życiu. W 1983 roku w Odessie poznała mężczyznę swojego życia,
Iwana Wasiliewicza Bobkowa z Kamczatki, i w grudniu, po dwóch miesiącach znajomości przyleciała
na półwysep i wyszła za niego za mąż.
Od razu zaklimatyzowała się w tajdze. Nie bała sie ciężkiej pracy, łowiła z mężem ryby,
brała udział w polowaniach, obrządzała zwierzęta gospodarskie. A było tego sporo: krowa,
świnie, kozy, gęsi, kury. Wraz z mężem zakupili niezbędne maszyny: traktor, samochód,
dwie łódki motorowe, motocykl.
Po dwunastu latach rozwiedli się... Podpisali między sobą umowę rozwodową, sami podzielili
majątek. On pojechał do Esso uganiać się za kobietami, zabierając ze sobą maszyny. Ona zaś
pozostała na gospodarstwie.
Kniga rzizni u każdego cziełowieka swoja.
I o każdom można knigu napisat'...
Tak więc Raisa żyje w tajdze od dwudziestu lat. Odwiedzają ją różni ludzie: malarze, poeci
i pisarze. Znana w okolicy artystka, Liubow Fiodorowna Baskakowa napisała piękny wiersz
o Kropiwnej, który publikowano w pietropawłowskiej gazecie. Poeta Jurij Ałotow dedykował
Raisie swój wiersz Tosznota. Do Kropiwnej przyjeżdżają w sezonie rybacy i myśliwi.
Rajsa czuje się panią na włościach, nie chce opuszczać wsi, ponieważ ma tu wszystko,
czego potrzeba do życia. Jest tu cicho i spokojnie, za oknem szumi rzeka, w ogrodzie rosną
warzywa, zaś w tajdze jagody i grzyby.
- Mamy nawet swojego domaszniego niedźwiedzia - opowiadała Raisa -
Zachodzi w pobliże domu, co widać po wydeptanej ścieżce i znakach w lesie. Miszka oznakował
swój teren łamiąc gałęzie drzew i zdzierając pazurami korę z grubszych pni.
Miejscowych poznaje już po zapachu i nie odchodzi, gdy jesteśmy w pobliżu ale też
nas nie niepokoi.
Zimowanie w Kozyriewsku.
W Kozyriewsku Rajsa otrzymała jednopokojowe mieszkanie komunalne, w którym spędza zimę
od października do maja.
Nie jest tam ciekawie, można oglądać telewizję, ale Raisa akurat tego nie lubi,
chyba że jest akurat koncert lub kabaret. Pozostaje czytanie i rozwiązywanie krzyżówek...
Do Kozyriewska trzeba wyjechać do 10 listopada, ponieważ tego dnia przestaje kursować prom,
przewożący pasażerów przez rzekę Kamczatkę.
Rzeka zamarza w końcu grudnia, lub na początku stycznia i mogą przez nią wówczas przejeżdżać samochody.
Rajsa opowiedziała nam smutną historię związaną z otrzymaniem mieszkania w Kozyriewsku.
- Dwa lata temu w sylewstrową noc o trzeciej godzinie, obudził mnie łomot do drzwi.
To cztery pijane sąsiadki "wpadły" napić się kawy. Na moje słowa, że nie mam kawy, pchnęły mnie,
przewróciły na podłogę i pobiły do nieprzytomności. Rano przyszły sprawdzić, czy żyję.
Leżałam na podłodze, tak jak mnie zostawiły w nocy. Przestraszone przeniosły mnie
do swojego domu i wezwały milicję. Dziesięć dni spędziłam w kozyriewskim szpitalu,
tymczasem mój dom splądrowali "tajemniczy" wandale. Zniknęła odzież, żywność, puchowa pościel
została rozerwana, zabrali mi wszystko, co dało się wynieść!
Z Kluczi przyjechał do Kozyriewska sąd, i ukarał bandytki grzywną oraz zakazem oddalania się przez rok ze wsi.
Gmina dała mi mieszkanie, dobrzy ludzie wsparli mnie wyposażeniem i datkami, z których dokupiłam
kilka sprzętów. Cziełowiek chuże zwieria...
W Kropiwnej spędziliśmy dwa i pół dnia odpoczywając, rozmawiając z Rajsą i Siergiejem.
Skorzystaliśmy z bani, towarzyszyliśmy gospodyni w pieczeniu lepioszek (rodzaj pieczywa),
poszliśmy nad Kamczatkę odwiedzić rybaków. Ci akurat nie pracowali, czekali na dzień,
od którego można zacząć legalne połowy.
Nadszedł czas odejścia. Raisa napisała nam listy polecające do poetki Liubow Fiodorownej
(która mieszka przy drodze do Esso), i swojej znajomej z Esso, Żeni Marczenko.
W razie jakbyśmy znajdowali się w pobliżu miejsc, w których mieszkają te osoby, mieliśmy
przekazać im pozdrowienia od Raisy z Kropiwnej.
Z Żenią spotkaliśmy się potem, z drugą panią nie udało nam się porozmawiać.
Póki co, pożegnaliśmy się z sympatycznymi gospodarzami i ruszyliśmy do głównej trasy,
a stamtąd pieszo dwa kilometry do drogi prowadzącej do ESSO.
|