|
PIETROPAWŁOWSK KAMCZACKI
Nastał dzień przygotowań do gwoździa programu - wycieczki na Kluczewską Sopkę. Znów zabraliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy do centrum Elizowa. Po rozmowach z Polakami postanowiliśmy zmienić termin wylotu z Kamczatki, aby uniknąć sporych, ich zdaniem, problemów. Wiza miałaby się nam skończyć chyba na dzień przed wylotem, w Moskwie bylibyśmy więc nielegalnie. Chłopaki bez problemu załatwili tą sprawę na lotnisku - tylko że trzeba było zapłacić ok. 350 rubli od osoby.
Pojechaliśmy do Pietropawłowska. Najpierw kupiliśmy bilety na autobus do Esso (są dwa na dobę - ok. 9 i 12 rano). W Centrum Planeta dopadliśmy Internet. Polacy spod Mutnowskiego dali nam adres taniej kwatery i tak zamieszkaliśmy w bloku na Kamczatce. Kwatera była obleśna - cuchnęło stęchlizną, okna były zabite (i tak otworzyliśmy), a wszystkie sprzęty były jakieś dziwne. Ale była ciepła woda (od dwóch tygodni pierwsza), telefon, dużo miejsca, a nawet telewizor. Zapłaciliśmy za całą dobę 1000 rubli za 5 osób. Przez tą noc wykapaliśmy się wszyscy, popraliśmy rzeczy. Całe mieszkanie, okna i farelka były obwieszone sznurkami, zaimpregnowaliśmy dokładnie buty. Posłaliśmy jednego sms-a z numerem telefonu kwatery i dzwonili do nas po kolei niemalże wszyscy rodzice.
ESSO
Następnego dnia autobus do Esso. Po drodze nieoczekiwana chyba tylko dla nas zmiana koła. Udało się wydostać zapas spod naszych bagaży, ale też niezdatny do użytku. Cała akcja trwała 1,5 godziny, a dętkę do koło pożyczył nam przejeżdżający autobus. Do celu dojechaliśmy po 23. Spaliśmy w dziwnych drewnianych domkach miejscowej opieki społecznej.
Esso to małe miasteczko, z którego zwykle rusza się w rejon Kluczewskiem Sopki. W jego centrum znajduje się ogólnodostępny basen geotermalny. Wielka atrakcja dla miejscowych i dla nas oczywiście.
Kolejnego dnia planowaliśmy dojechać pod grupę Kluczewskiej Sopki. Niestety nie było w domu znajomego nam od Polaków porządnego busiarza - utknęliśmy w Esso.
Poszliśmy więc do muzeum etnograficznego poświęconego Koriakom - rdzennej ludności Kamczatki, żyjącej obecnie w Autonomicznym Okręgu na północy. Muzeum jest niewielkie, ale pełne okazów, zdjęć i makiet. Skorzystaliśmy z okazji poprzebierania się. Przewodnik nauczył nas nawet tańca koriackiego i dziwnego chrząkania, które miało być akompaniamentem. Zwiedziliśmy też rekonstrukcję domu Koriaków. Potem znów basen. Spotkaliśmy kolejnych Polaków i po przygodach z autochtonami powróciliśmy do domków.
|