Marek Klonowski
 - e-mail 
 - website
 
Korona Ziemi rowerem
CZĘŚĆ I -
Elbrus 2004
ELBRUS - Galeria
 
Korona Ziemi rowerem
CZĘŚĆ II -
Mt. McKinley 2005 - PLAN
Wieści z trasy .01
Wieści z trasy .02
Wieści z trasy .03
Wieści z trasy .04
Wieści z trasy .05
USA - GALERIA
 
Nowa wyprawa Marka KlonowskiegoNowa wyprawa Marka KlonowskiegoNowa wyprawa Marka Klonowskiego

 
Nowa wyprawa Marka Klonowskiego

 

Pomysł na wyprawę strzelił we mnie jak piorun w momencie, kiedy pewien 53-letni mężczyzna spytał się mnie, jakie jest moje marzenie... Odpowiedziałem, że chciałbym zdobyć najwyższe szczyty wszystkich kontynentów dojeżdżając do ich podnóża na rowerze. Ten sympatyczny starszy pan na imię ma Rene pochodzi z Kanady, od trzech lat był w drodze... ROWEREM !!! Powiedział skromnie, że jedzie dookoła świata (została mu Azja i Australia) spotkałem go w Turcji, (kiedy wracałem rowerem z Kaukazu).

Dziś wydaje mi się, że to nie ja wymyśliłem ten pomysł, ale że to pomysł z n a l a z ł mnie...

No więc, pora rozpocząć drugą część tego długoterminowego planu - "Korona Ziemi rowerem". W 2003 roku odbył się pierwszy etap tego projektu, kiedy to pojechałem na Kaukaz i zostawiając rower u podnóża, zdobyłem najwyższą europejską górę - Elbrus (Kaukaz). Kolejną górą na liście Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów kontynentów jest Mt. McKinley (6194m.n.p.m.) Jest on najwyższą górą na kontynencie Ameryki Północnej. Położony na Alasce, charakteryzuje się bardzo zmiennymi warunkami pogodowymi, co jest spowodowane wpływem bliskości Oceanu Spokojnego. Aby wejść na McKinleya, trzeba pokonać blisko 4000 metrów, dzielących wierzchołek od bazy na lodowcu Kahiltna. Dodatkowym utrudnieniem są lodowce, spływające z góry, liczne szczeliny, silne wiatry i niska temperatura.

Widok na Mount McKinley znad leżącego na północ jeziora Wonder to jeden z najbardziej majestatycznych widoków górskich na świecie. McKinley i masyw Alaska wyrastają niespodziewanie z arktycznej tundry i otaczających je nizin. To właśnie dlatego jedno z plemion alaskańskich Eskimosów, Inuici, nazwali górę - Denali, czyli Najwyższy lub Tron Słońca.

Poniższy opis będzie dla niektórych bardzo chaotyczny i niepełny. Będę go uzupełniał w brakujące szczegóły w trakcie postępu organizacji...

Ale jakiś plan musi być...

Plan podróży jest jeszcze bardzo niesprecyzowany, ale doświadczenie mnie nauczyło, że nie ma co planować trasy przed wyjazdem. Wyprawa żyje własnym życiem, sama dostosowuje się do zastanych warunków. Na pewno na początek pojadę w kierunku Kanady, przez wodospad Niagara, nad wielkimi jeziorami i później dalej wzdłuż Gór Skalistych. Będę miał niemal 3 miesiące na dotarcie na Alaskę. W czasie tym planuję także powspinać się trochę w innych górach (żeby odpocząć od roweru). Data dojazdu pod Mt. McKnley musi być jednoznacznie określona (bo takie są wymogi władz Parku Denali, do których trzeba wysłać wypełniony formularz minimum dwa miesiące przed przybyciem). Więc na początku czerwca docieram do parku, przechodzę tak zwany "check in", biorę worek na śmieci i rozpoczynam walkę z górą i samym sobą. Skoro w tak alternatywny sposób mam zamiar przejechać Amerykę, to nie będę wsiadał w awionetkę (jak robi 96% alpinistów) żeby przelecieć 100 km na lodowiec skąd zaczyna się klasyczną drogę "west buttress" (setki turystów z całego świata podąża tą trasą - 50 % z nich dochodzi na szczyt).

Na szczyt spróbuję wejść trasą przez lodowiec Muldrow. Czyli od strony północnej (w 2004 roku nikt nie wszedł tą trasą - zastanawiam się czy było nią jakieś polskie wejście?) No i mam nadzieję, że pogoda pozwoli mi na w miarę wyrównaną walkę. Pozwolenie na działalność górską ważne jest miesiąc, myślę że wystarczy mi tyle czasu. Najbardziej obawiam się zimna i szczelin, ale jestem dobrej myśli. Bez ryzyka nie ma sukcesu... Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ta góra to nie przelewki, dlatego przygotowuję się do niej dobrze...

Istotną sprawą są też tereny, przez które będę jechał, Kanada i Góry Skaliste, daleka północ, białe noce, dzikie rejony i zwierzęta, natura, parki narodowe, to tylko część z atrakcji... W Kanadzie niemal 60% energii wytwarzanej jest przez elektrownie wodne. Jedną z zasad moich wszystkich podróży jest omijanie głównych szlaków, więc często odkrywam niesamowite miejsca nie opisane w żadnym z przewodników.

Później, pozwiedzam na pewno, w miarę możliwości Alaskę. Kolejny etap to powrót, zjadę na południe. Prawdopodobnie z Vancouver wrócę do domu.

Ktoś może pomyśleć, że za dużo się naczytał Jacka Londona, chłopak. Zobaczymy ...

Wszystko, co tylko się da będę pokonywał moim kochanym niezniszczalnym jednośladem, na którym odbyłem już dwie eskapady rowerowe (wokół Morza Czarnego - ze zdobyciem Elbrusa, oraz wokół Skandynawii z psem na przyczepce.) Szacunkowo trasa do góry to około 6,5 tyś. km. a później jeszcze ze 3,5 tyś. Trasę mam zamiar pokonać w czasie do 5 miesięcy.

Przede mną ogromna ilość pracy, przede wszystkim niezbędne wizy. Planuję też zdobycie przyczepki rowerowej do transportu sprzętu. Mt. McKinley jest bardzo zimną górą, więc nie upakuję się we wszystkim w 4 sakwach. Poza tym przyczepka jest bardzo wygodna i będę mógł zabierać więcej zapasów i uniezależnić się od osad ludzkich.

Na początku lutego wyjeżdżam w Tatry sprawdzić sprzęt. Spróbuję przejść tyle grani ile zdołam, od Wołowca na wschód.

Więcej szczegółów będę zamieszczał w trakcie rozwijania się projektu. W przypadku gdybym złapał dobry kontakt z jakimś patronem medialnym, mógłbym zabrać laptopa, przysyłać cotygodniowe relacje z postępu wyprawy, zdjęcia i filmiki. Uważam, że pomysł jest dobry, oryginalny i 100% mój. Kto wie jak to się wszystko potoczy... Nigdy nie mogłem utrzymać mych wodzy fantazji... Moje marzenia mają siłę, same chcą się realizować - nic nie mogę na to poradzić...

Pozdrawiam wszystkich czytających do końca.
Marek z Gryfina.

 

 

 
  
Patronat nad wyprawą

 

podroznik.net


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 do góry