|
Powrót Alaska - Gryfino
No i jestem już w słonecznym Gryfinie. Pozostaje tylko napisać parę słów o drodze powrotnej.
Nie mogę się tylko zdecydować na muzykę, jaką sobie włączyć?
Po powrocie z parku Katami (gdzie straciłem namiot) pozostaje tylko pożegnać się z ludźmi,
wysłać mój ciężki sprzęt wspinaczkowy, 20 godzin filmu do domu i kupić nowy namiot.
Po paru dniach jestem gotów i stoję na drodze z zamiarem opuszczenia Alaski.
Moja pierwsza jazda to dwie dziewczyny "hipivanem" i namawiają mnie na kolejny festiwal
"bluegrass", który w sumie jest mi po drodze. Tam spotykam Gitę, kobietę, która 25 lat mieszkała
z dala od cywilizacji na północy Alaski, więc odwiedzam ją też i jej 3 synów. Wreszcie 1 lipca
w samo południe stoję na drodze. Po dwóch dniach dojeżdżam 40 mil do granicy z Kanadą.
Znów jestem na słynnej "Alaska highway". Wiem, że z następnym kierowcą przejadę najmniej
kolejne 2 dni i kierowcy to wiedzą, dlatego jest to najcięższe miejsce na łapanie okazji.
Po nocy i około 6 godzinach następnego dnia zatrzymuję się młody koleś, (który o dziwo
jedzie w przeciwną stronę). Okazuje się, że utknął na Alasce bez prawa jazdy i nie ma
jak wrócić do domu (długa historia zresztą). W rezultacie
prowadzę jego auto 4 dni przez Kanadę i takim sposobem znajduję się w stanie Waszyngton.
Nie powiem już o tych godzinach spędzonych na obydwu granicach, bo to dość ciężko wytłumaczyć
zarówno jego historię, jak i moją. Jednak udaje się. Rozstajemy się po 4 dniach morderczej jazdy,
(aaa, zapomniałem napisać, że kolega był dość rozrywkowy i w dodatku obchodził 21 urodziny).
W małym miasteczku Port Townsend, próbuję lokalnego browaru i poznaję byłego żołnierza, który
6 lat mieszka na żaglówce i ani razu jeszcze nie pływał. Obiecałem mu, więc że pożeglujemy
jego lodzią następnego dnia. Wyszło na to, że żeglowaliśmy sobie dwa następne dni z wielką uciechą dla obydwu.
Poczułem jednak, że muszę ruszyć się trochę. Wybrałem się więc na 6 dniowy wypad do
Olimpic National Park, który był 40 mil dalej. Mój pierwszy park, nie na Alasce, okazał się
bardzo ciepły, zwłaszcza w jednym z niewielu pozostałych na świecie lasów deszczowych,
w którym mimo cienia od wielkich drzew cieplej jest niż na słońcu za lasem. Do tego,
w parku zaskakuje duża ilość zwierząt i małą ilość ludzi. Najwyższa góra parku ma niecałe 7000 stóp.
Po "odsapnieciu" od aut i ludzi wracam na drogę i kieruję się na południe. Czas na moje pierwsze
spotkanie z zimnym Oceanem Spokojnym i surferami. I tak sunę na południe przez kolejne parę dni.
W planie mam dojechać do Kalifornii północnej i odbić na wschód przez Nevadę. Los jednak chce inaczej.
Zatrzymuje się Kelly, który jest swego rodzaju wynalazcą. Obecnie pracuje nad solą z dodatkiem czegoś
i wprowadza to na rynek. W każdym bądź razie, bardzo mnie polubił i spedziłem z nim następne dwa dni.
Poprobowalem troche kalifornijskich win, ktorych Kelly jest koneserem i pierwszy raz w zyciu
jadlem mieso z lamy. Pozniej zadzwonil do swojej przyjaciolki spod San Francisco, ze musi mnie przejac.
No i w sumie patrzac na moja kilkumiesieczna tulaczke i piekno oceanu spokojnego zostalem kilka kolejnych
dni w malej miejscowosci o brzmiacej nazwie ?Half Moon Bay?. Poznalem troche mlodziezy,
troche tez pochodzilem po okolicznych gorkach, powylegiwalem sie na plazy, nie odmawialem sobie kapieli
w oceanie, wyciagnalem chlopakow na piwo na srodek ?Golden Gate Bridge? i tak zlecialo.
W rezultacie postanowilem przejechac
do Nowego Jorku pociagiem. Bylo to bardzo dobre rozwiazanie, bo bym sie chyba usmazyl po drodze
jadac na stopa. Wiec jechalem sobie 4 dni pociagiem, poczatkowo przez przepiekne tereny zachodu,
pustynie i gory skaliste, kanionem Kolorado a pozniej nudne rowniny wschodu. Wysiadlem na ostatniej
stacji przed Nowym Jorkiem. Po 4 dniach w klimatyzowanym pociagu zlalem sie potem w ciagu 40 sek.
Kolejnego dnia pojechalem do Dana odebrac rower. Pozniej zaladowalem sie na ostatnia prawie stacje
nowojorskiej kolejki i w poludnie znalazlem sie w srodku Manhatannu. Los chcial, ze moj brat od 10 dni
mieszka gdzies na poludniowym Brooklynie, wiec mialem gdzie spac i zostawic caly sprzet.
Zostalo mi 4 dni na doswiadczanie Nowego Jorku. Wybralem oczywiscie nocne ?zwiedzanie? i nie bede
juz tu opisywal szczegolow, ale ani sie zorientowalem a zasuwam juz rowerem na JFK, co okazuje sie
jedna z bardziej morderczych jazd w moim zyciu (
zreszta jak kiedys ktos probowal dojechac na jeden z terminali rowerem, to wie o czym mowie).
Lot leci szybko, bo cala droge probuje nadrobic kilkumiesieczny brak filmow. W Warszawie jestem
pod wieczor. Wyjezdzam za miasto to jest juz ciemno. Pierwsza rzecza, jaka kupuje jest szczecinski
kawior (czyli paprykarz szczecinski), chleb i browarek. I jest to moja uczta zycia. Jestem tak
wykonczony po ostatnich 6 dniach, ze juz nie wiem czy spac czy spac, bo mysle tylko o tym zeby
gdzies przespac z 20 godzin. Rano organizm sie buntuje i budze sie z lejaca sie krwia z nosa.
Jednak za taka niesubordynacje karam swoj organizm 175 kilometrami w ciezkim upale. Wypijam okolo
12 litrow plynow i juz mi lepiej. Kolacja podobna jak poprzedniego wieczora z tym wyjatkiem ze jest pasztet
i jeden browar wiecej. Kolejnego dnia dojezdzam o Suwalk (Suwalek he he oni niecierpia jak tak sie pisze)
gdzie wesele Adriana i Maliny nastepnego dnia mialo sie odbyc.
Spotykam sie z cala chmara chlopakow z szalonego zycia studenckiego i zapominam juz o Alasce i stanach.
Zapominam o wszystkim oprocz jednej osoby ? Agatko kiedy ja cie zobacze wreszcie ?
Na koniec ostatnia piekna polska przygoda. Wracajac z Elku do Szczecina koleja znika czarodziejsko mi
portfel (bez specjalnej zawartosci zreszta). Nie ukrywam ze spalem jak zabity? Ze Szczecina musze
pedalowac o 5 rano (bo w portfelu byl bilet), ale za nagrode mam wspanialy wschod slonca i spotkanie
z Fibim nad Odra (ktory to odbywajac swoj codzienny poranny spacer nie mogl uwierzyc wlasnym oczom i wechowi).
Nie bede juz tu opisywal szczegolow, ale jego fafel ciagle lezy tuz przy mojej nodze a gdy mowie ?idziemy?
iskierka mu sie w oku zapala z nadzieja na dobra zabawe. Biore wiec smycz, maszerujemy radosnie za most,
znajdujemy ?patyczka? i leci ? Dobrze ze juz wrocilem?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, mam nadzieje ze relacje i zdjecia nie nudzily na smierc?
Wszystkiego dobrego ?
Marek z Gryfina
|