|
DZIEŃ 53 (Tajlandia) Ao Nang
O 9.15 zabiera nas bus na przystań. Wypływamy o 10.00 w międzynarodowym towarzystwie. Płyniemy na wyspę Kurczaka na plażę "Rayley", nurkujemy przy brzegu i na otwartym morzu. Wylegujemy się na białych plażach. Koło 17.00 jesteśmy już z powrotem. W trakcie dostaliśmy skromny obiad. Na "Rayley" spotkaliśmy naszych Basków z trackingu w Chang Mai.
DZIEŃ 54/55 (Tajlandia) Ao Nang
Wypoczynek na plaży
DZIEŃ 56 (Tajlandia) Ao Nang - Krabi
Do południa leżymy na plaży, potem pakujemy się i jedziemy do Krabi. O 19.00 wyjeżdżamy do Bangkoku.
DZIEŃ 57 (Tajlandia) Bangkok - Nathon Pathon - Kanchanaburi - Ayuthaya
W czasie podróży standardowe postoje na stacjach benzynowych lub w przydrożnych restauracjach z byle jakim jedzeniem, ale kierowcy najwidoczniej maja w tych restauracjach prowizję więc zatrzymujemy się.
W Bangkoku jesteśmy o 6.00 rano. Jedziemy autobusem nr 3 na dworzec autobusowy i po 1.5 godz. jesteśmy w Nakhon Pathorn. Oglądamy tutaj najwyższą stupę buddyjską o wysokości 127m i jedziemy dalej do Kanchanaburi na słynny most na rzece Kwai (Khwae River). Urokliwe miejsce.
Jedziemy dalej przez Supchanburi do Ayuthaya, która była stolicą Tajlandii do 1767r. słynną z licznych stup buddyjskich. Docieramy na miejsce przed 20.00 i za 160 B lokujemy się w hotelu. Dużo turystów i trochę ciężko o miejsca w hotelu. Jutro ekscytujący dzień. Będziemy zwiedzać to słynne z wielu filmów miasto.
DZIEŃ 58 (Tajlandia) Ayuthaya - Bangkok
Wstajemy o 6.30 wypożyczamy rowery po 50B od osoby i pedałujemy coraz silniej świecącym słońcu. Wspaniałe wrażenia. Do 11.00 gdy już słońce zaczyna palić odwiedzamy większość interesujących miejsc. Po drodze jeszcze zjadamy nie najzdrowsze śniadanko składające się z pieczonego kurczaka i coli, ale jego zapach nie pozwolił mi jechać dalej.
O 16.00 jesteśmy już koło Khao San Road w naszym Natt II Guest House. Idziemy zanieść zdjęcia do wywołania (15 negatywów) 1 zdjęcie 10x15 BŁ. 4B + z każdego negatywu zdjęcie 15x20 gratis. W naszym hotelu spotykamy Polaka z pod Poznania. Integracja przy czterech 0,350 ml whishi z colą trwała dłuższą chwilę.
DZIEŃ 59 (Tajlandia) Bangkok
Wstajemy w miarę późno. Po śniadaniu o 12.00 (ciepła zupa z kurczaka) i jedziemy potwierdzić bilety do biura Royal Brunei niedaleko Patpongu, przy okazji robimy zakupy w wielkim domu towarowym i po 18.00 jesteśmy w hotelu. Idę odebrać zdjęcia, ale będą gotowe dopiero po 22.00. Żegnamy się z Maćkiem i Asią (Polacy z Kambodży), bo jutro z samego rana wylatujemy do Polski.
DZIEŃ 60 (Tajlandia) Bangkok
Nie mogę jakoś spać, więc wstaję o 5.00 i porządkuję zdjęcia i foliuje negatywy, bo tak szybko przedwczoraj chciałem otrzymać zdjęcia, że w laboratorium fotograficznym nie zdążyli tego zrobić. Po 6.30 idę jednak spać dalej.
Dzisiaj umówiliśmy się ze znajomym z Poznania, którego rok wcześniej poznaliśmy na Goa w Indiach. Piotrek podróżuje tym razem ze swoją siostrą i kolegą. Oprócz miłej pogawędki jedziemy na Chinatown, bo Piotrek chce sobie kupić teleobiektyw do Nikona. Nie udaje się nam nic w przystępnej cenie znaleźć. Łazimy jednak trochę po okolicy.
Wieczorem około 21.00 wracamy w okolice Chinatown i trafiamy na niesamowity bazar z używanymi rzeczami, gdzie jest najróżniejszy sprzęt turystyczny, kurtki, śpiwory, w sumie raj dla globtroterów, a wszystko bardzo tanie. Mam podejrzenia, że część rzeczy może być kradziona.
Kupujemy 2 plecaki dobrej jakości i zachodnich marek 55L - 800B, 60L - 1000B i 2 moskitiery po 150B. Przed 24.00 wracamy zadowoleni z tanich zakupów do hotelu. Próbowaliśmy wrócić na ten bazar za każdym razem, gdy tylko odwiedzaliśmy BKK, jednak ulica ta jest już zawsze pusta.
DZIEŃ 61 (Tajlandia) Bangkok
Chłoniemy atmosferę BKK i jedziemy na zakupy na Weekend Market. Wieczorem kolacja w ulicznych knajpkach na Khao San Road i wieczór filmowy w naszym hotelu - "Gladiator". Czekamy na Ale i Filipa, bo dziś mają zawitać w BKK.
DZIEŃ 62 (Tajlandia) Bangkok
Jeszcze dwa dni do powrotu do kraju. Ala z Filipem zameldowali się już w naszym hotelu. Wysyłamy rano ostatnie kartki do Polski, a po 19.00 siedzimy już w naszej ulubionej knajpce, ulicę obok Khao San i zajadamy ryż z kurczakiem i warzywami i popijamy Ice Tea z whisky. Wybieramy się na osławiony Patpong, bo być w BKK i tam nie dotrzeć to zgroza. Nasza Ala jest zmęczona dobrymi drinkami i zostaje w hotelu.
Dojeżdżamy około 1km od Patpongu do Siem Square autobusem nr 15, a potem pieszo. Idąc tam wchodzimy najpierw w rejon knajpek gejowskich, a potem już docieramy do głównego rejonu Patpongu, gdzie można kupić tyle różnych podróbek zegarków, portfeli, butów, walizek. Do wyboru do koloru. W tle natomiast tej uliczki na parterze lub na piętrach bary "go-go" do których wejścia zapraszają stojący przy wejściach naganiacze lub panie w skąpych strojach. Na ulicę wylewa się z takich miejsc muzyka, a patrząc ukradkiem można zobaczyć w przyciemnionym świetle poruszające się na podestach kobiety.
Wchodzimy po schodach do jednego z takich przybytków. Zamawiamy obowiązkowo za 100B od osoby piwko 0,33ml i siadamy na kanapie wokoło podestu. Zapowiada się ciekawie. Po naszej lewej stronie siedzi dwóch pod sześćdziesiątkę Niemców, a na ich kolanach dwie młodziutkie (na około 15 lat) Tajki w strojach kąpielowych, a ręce tych panów krążą. Ania siedzi ze mną to mnie nikt nie czepia, ale do Filipa podchodzi kobietka (zmęczona życiem około 30 lat) oczywiście w stroju kąpielowym, ale której to głosu i wyraz oczu mówi, że była facetem. Filip jakoś nie daje się przekonać, że tak jest i zawzięcie coś tam tłumaczy, chociaż wypita przez nas wcześniej whisky działa i to znacząco. W końcu jednak "Pani" daje sobie spokój.
Tymczasem na scenie zaczyna się show. Wjeżdża olbrzymi plastikowy tort z palącymi się świeczkami i brzmi "Happy Birthday". Nagie dziewczynki na scenie za pomocą rurek zdmuchują świeczki, ale powietrze wydmuchują nie ustami. Potem przychodzi kolej na otwieranie tymi intymnymi miejscami butelek z coca cola, wyciąganie świecących lampek choinkowych z pewnego miejsca i na koniec strzelanie z rurki strzałkami do zawieszonych pod sufitem balonów. Powietrze potrzebne do nadania strzałkom szybkości pochodzi z tego samego miejsca co w przypadku świeczek na torcie.
Całe te "Show" jest bardziej śmieszne niż w jakimś stopniu odrażające. Na sali jest kilku turystów różnej płci i cały ten występ to raczej atrakcja turystyczna. Po takim show miedzy klientami chodzą z koszykami dziewczyny i zbierają od uczestników po 50 - 100B dodatkowo. Było ciekawie. Wracamy na 3.00 do hotelu nocnymi publicznymi autobusami.
DZIEŃ 63 (Tajlandia) Bangkok
Wstajemy dosyć późno. Po śniadaniu robię sobie popołudnie filmowe w hotelowej restauracji, bo z DVD co 2 godz. wyświetlane są na dużym TV filmy. Wymieniam 100$ na marki niemieckie u zaczepionych na ulicy Niemców, z racji tego, że lecimy do Frankfurtu i będą nam potrzebne na dalszą podróż. Wieczorem ostatnie kulinarne doświadczenia i włóczęga bez celu.
DZIEŃ 64 (Tajlandia) Bangkok
Ostatni dzień naszej tegorocznej przygody. Jadę jeszcze niedaleko Chinatown, gdzie widziałem niedrogie obiektywy fotograficzne do Canona i za 170$ USA kupuję taki jeden dla siostry (Tamron 70-300mm). O 16.30 wychodzimy z hotelu obładowani jak osły i po przejściu 300 metrów jesteśmy pod agencją w której wykupiliśmy minibusa na lotnisko. Ala z Filipem przychodzą się z nami pożegnać i jedziemy. Po 18.20 jesteśmy już na lotnisku. Wylot 21.10. Odprawiamy nasze przeładowane plecaki, walizki na kółkach i małe plecaki bierzemy na bagaż podręczny i po zapłaceniu obowiązkowej opłaty lotniskowej w wysokości 500B jesteśmy w strefie wolnocłowej. Linie lotnicze Królestwa Brunei są godne polecenia. Podczas lotu mamy jeszcze międzylądowanie w Dubaiu, gdzie opuszczamy na ponad godzinę samolot i rankiem dolatujemy do Niemiec.
DZIEŃ 65 (Niemcy) Frankfurt
We Frankfurcie nad Menem jesteśmy przed 10.00. Sprawdzam ceny transportu kolejowego, ale są wysokie i jedziemy kolejką na dworzec kolejowy, bo podobno w jego pobliżu są biura firm autokarowych świadczące usługi przewozowe do Polski. Znajdujemy jedno takie i za 90DM (marek niemieckich) o 17.00 wyruszamy do Warszawy.
DZIEŃ 66 (Niemcy)\(Polska)
Po północy jesteśmy już w Polsce. O 2.35 na jakimś postoju zajadam się "flakami" i wiem, że jestem w kraju. Przed 10.00 dojeżdżamy do Warszawy, a o 12.00 jesteśmy w Siedlcach. Jeszcze przy wsiadaniu do elektryczki do Siedlec na Dworcu Zachodnim jacyś goście próbują wyciągnąć mi portfel, ale z dwoma plecakami, jednym z tyłu drugim z przodu i dwoma walizkami z zakupami przepycham ich jak taran.
|