Pomysł
na Syberię
Podróż
Jakuck
Góry Ałdańskie
Buriacja
Informacje praktyczne
Galeria

 

 
  
Biełomorkanał  
Rafał Trzciński
 
Nadzieja na końcu świata  
Weronika Milewska
 
Palladą
na Wschód
 

Weronika Milewska
 
GONAM
- Jakucja 2004
 

Marcin T.
 
Kamczatka 2003 
Cezary Bugajczyk
 
Kamczatka 2002 
Maciej Kania
 
Kukaz 2003 
Mariusz Żelazny
 
W poszukiwaniu końca świata 
Cezary Bugajczyk
 
Moja Syberia 
Krzysztof Zajkowski
 
Syberyjska Północ 
Tomasz Nasiółkowski
 
ROSYJSKIE WYMAGANIA WIZOWE 
 

 

Podróż
Daleko, tak daleko tak...

4 sierpnia; ostatnie godziny spędzone w kraju to podróż z Warszawy do granicy z Białorusią - już po trzech godzinach przypatrujemy się zmianie rozstawu podwozia naszego pociągu, szybko załatwione formalności i... już pędzimy ku Moskwie.

fot. Andrzej Siedlecki, Grażyna Siedlecka

 

W nas zachodzi zmiana dość znaczna - próbuję sobie uzmysłowić fakt, że zaczęła się nasza wyprawa na Syberię. Za oknami krajobraz zupełnie podobny do naszego. Myślami jestem już tam - gdzieś w odległej, dzikiej, nieznanej Syberii, Buriacji, Jakucji; za oknem jeszcze Europa.

5 sierpnia; upał w Moskwie, nasze próby zobaczenia minimum - Placu Czerwonego i cerkwi, w której niestety więcej suwenirów niż ikon. Moskiewskie metro nas zaskakuje: jest tanie, ma staranie dopracowany pod względem wyglądu stacje. Jest to szybki sposób przemieszczania się jeśli tylko pasażer nie pomyli stacji;) My pomyliliśmy, i to akurat w godzinach szczytu, kiedy panuje tu najwięszy tłok i hałas, prawie huk pociągów. Jednakże udało nam się punktualnie dojechać do dworca Domodiedowo, skąd pojechaliśmy do portu lotniczego. Na lotnisku trzeba było przygotować bagaże do transportu, przepakować, zabezpieczyć plecaki folią i okleić taśmą. Po przejściu formalności rejestracyjnych i... po godzinie spędzonej w autobusie już na płycie lotniska, okazało się, że dziś nie lecimy z powodów techniczno-metereologicznych. Czyżby więc czekało nas koczowanie w terminalu do następnego dnia? Zażądaliśmy zwrotu bagaży i poszliśmy się rozbić w pobliżu lotniska - taki był nasz pierwszy obóz - w podmoskiewskim, zaśmieconym lasku. Ale spało się wybornie.

Dolecimy?
Następnego dnia wieczorem wylecieliśmy zgodnie z rozkładem. To była niesamowita noc bez ciemności. "Ścigając" Słońce, które próbowało choć na chwilę schować się za horyzont, na wysokości 10 000 metrów spełniliśmy toast rosyjską wódką, za ilość startów równą lądowaniom. Nikomunie przyszło do głowy wypić za zgodność lądowań z rozkładem lotów...

I stało się.
Szyszynka pracująca rytmem europejskim wskazywała na 6 rano, gdy usłyszeliśmy, że nie lądujemy w Jakucku - z powodu dużego zadymienia nad miastem. Od miesiąca wciąż płonęła tu tajga. I bagatelka - na śniadanie lecimy do Chabarowska, gdzie poczekamy do czasu, kiedy Jakuck będzie nas mógł przyjąć.
Niestety śniadanie w Chabarowsku było już nieaktualne bo tam dochodziło południe. Dostaliśmy miejsca w hotelu i prikaz by nie oddalać się, gdyż w każdym momencie możliwy jest odlot, poszliśmy zatem spać. Wieczorem wyspani i najedzeni (dostaliśmy kolację) postanowiliśmy jednak przejść się po mieście.

Chabarowsk jest miastem "studenckim", całkiem sporo tu uczelni - mijaliśmy techniczną, uniwersytet, i akademię medyczną. Powróciliśmy do hotelu z zapadającym leniwie zmrokiem. Około pierwszej czasu chabarowskiego obudzono nas. Sprawnie przewieziono na lotnisko - wystartowaliśmy niepewni tego gdzie przyjdzie nam postawić tym razem nogę...


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 następna strona do góry