|
Szukamy pozostałości łagru.
11 sierpnia udając się na poszukiwanie pozostałości po obozie pracy, docieramy najpierw do niewielkiej wioski Jacyk, gdzie ponoć żyją potomkowie Polaków. Szukamy, pytamy, lecz ludzie są nieufni, nie wiedzą, nie chcą powiedzieć czy znają kogoś o polsko brzmiącym nazwisku. W sumie nie ma co się dziwić, gdyż wyglądamy tu przynajmniej egzotycznie jeśli nie niepokojąco. Wreszcie docieramy do pana Stachowskiego. Niestety, potencjalny rodak okazał się zbyt pijany by porozmawiać, tak wiec nasza "misja historyczno-kulturalna" nie wypaliła.
Nieco skwaszeni ruszyliśmy na poszukiwanie obozu. Znowu niespodzianki napotkaliśmy niespodzianki, mapy jakoś nie odpowiadały rzeczywistości a z wielkim trudem zatrzymani kierowcy nie odpowiadali na nasze pytania a ściślej po prostu nie wiedzieli nic o tutejszym, niegdysiejszym obozie. W najlepszym razie odsyłali nas do innego obozu odleglego o kilka km. Zbliżał się wieczor, więc zdecydowaliśmy się złożyć obozowisko. Rozkładaliśmy we czwórkę namioty, zaś Andrzej i Grażyna wyszli na mały rekonesans i dzięki spostrzegawczości Grażyny obóz został odnaleziony! Wieczorem przy ognisku długo rozmawialiśmy, słuchaliśmy opowieści Andrzeja.
Autostopem do Nieriungrii.
Kolejnym etapem naszej podróży był wyjazd do Nieriungrii, miasta do którego dochodzi linia kolejowa, odgałęzienie BAM-u.
Droga, którą jechaliśmy była szutrowa, stąd jadące samochody wzbijały chmury kurzu. Jeśli zaś widzieliśmy stojącą ciężarówkę lub samochód osobowy (wcale nie rzadkość) to oznaczało, że właśnie dokonuje się zmiana opony.
Góry, które mijaliśmy były niewysokie, nieszczególnie malownicze ale rozległe, leniwie rozłożone na dziesiątkach kilometrów. Tu natura nie musiała się liczyć z powierzchnią. Wśród podsychającej od słonecznego żaru tajgi przewijały się wstęgi rzek i rzeczek, błękitne, niczym z książki dla dzieci.
Kopalnie złota.
Mnóstwo było tu kopalń złota - jeśli tylko jakaś rzeka pojawiała się w zasięgu naszych oczu - zaraz przy pierwszym większym rozlewisku spostrzegaliśmy, że dno jej jest poorane, łachy piachu jakby straciły swoją przynależność kształtowaną prądem wód. To ślady poszukiwań złota. Ludzka potrzeba wydobywania tego co ukryte czyniła z rzeki poraniony chaos piachu i wód przecierających na nowo swój ślad.
W pamięć wrył mi się obraz pozostałości postalinowskiego więzienia. Siergiej, nasz kierowca pokazał nam je tylko głową: na prawo w oddali drewniane baraki, po lewej kamienica. Tutejsi więźniowie umierali po ok. 40-tu dniach pobytu w tym miejscu, w wyniku szkodliwego działania promieniowania jonizującego uranu, który wydobywali. Promieniowanie jest prawdopodobnie znaczne do dziś. Czarne mury domu naczalstwa, z pustymi oczodołami okien, stojące samotnie w tajdze, ponuro świadczą o okrutnej przeszłości tych okolic.
A nasi kierowcy?
Bystry Siergiej, dość dobrze zorientowany w sprawach Polski, podtrzymujący rozmowę, ciekawy świata, naszej podróży i naszego codziennego życia, i Andriej wyraźnie cichszy, może mniej śmiały. Okazało się, że Siergiej jest właścicielem ciężarówki, którą jedziemy. W jego zachowaniu wyczuwało się pewne rysy "biznesmana", większąa swobodę niż u Andrieja, poczucie własnej wartości. Jednocześnie był ojcem, meżem, z dumą opowiadał o dzieciach, dzwonił do domu gdy tylko dojechalismy w pobliże Nieriungi i był zasięg.
Siergiej nie był od 10 lat na urlopie, cały czas ciężko pracuje. Latem warunki pracy są niemal komfortowe, gorzej zimą - zepsuta ciężarówka przy -50 stopniowym mrozie, to walka na śmierć i życie. Naszym kierowcom zdarzyło się kiedyś stać dwie doby zanim zdołali naprawić samochód.
"Kto chce żyć będzie żyć". Tutaj "żyć", znaczy co innego niż u nas. Tu -25 stopni to nie zima a 30 stopni ciepła to nie lato. Tu bywa -60 stopni mrozu a 40 stopniowy żar latem. Tutaj z Chabarowska do Władywostoku jest blisko (przecież to tylko 700 km), a 22 godzina podróż koleją pojmowana jest jako krótka.
Mimo ogólnej bystrości Siergiej zadziwił mnie twierdzeniem, że Polska do niedawna była republiką. Popatrzyłam na Marylę - bo to ona głównie "gawariła", ale tylko machnęła ręką, że nie ma sensu wyjaśniać. Sam zaś zdziwił się gdy na jego pytania o "postęp techniczny w Polsce" powiedziałyśmy, że samochód ma prawe każda rodzina a telefony komórkowe są codziennością.
Pociąg z Nieriungri do Nowego Uojanu był tylko w dni parzyste, na najbliższy musieliśmy poczekać jeden dzień, więc założyliśmy obóz nieopodal w lesie.
|