Wstęp
Na ziemi Turkmenbaszy
Aszchabad
Ruhnama
Pomysły Serdara
Pustynny kraj
Przyjęcie
u miejscowych
Merw
Powrót do stolicy,
pożegnanie
Galeria zdjęć

 

Aszchabad
W stolicy Turkmenii

Autobus jeździł od bazaru do bazaru. Bagaże pasażerów były imponujące. Jak to wszystko zmieściło się w pojeździe, pozostało dla mnie zagadką. Aż w końcu...

Fot. Marcin Zarzycki

 


- To już ostatni przystanek - oświadczył kierowca.
No dobrze, ale gdzie znaleźć nocleg? Rozpoczęła się szalona wędrówka po aszchabadzkich motelach i hotelach. Drogo - dwadzieścia, trzydzieści dolarów. To ceny dla przybyszy z zagranicy. Kilkunastokrotnie więcej niż dla miejscowych. Dlaczego? Tuż przed naszym przyjazdem prezydent wydał dekret, w którym nakazał hotelarzom pobierać wyższe stawki od cudzoziemców, i to w dodatku w twardej walucie. Wreszcie udało się. Dziesięć dolarów nie okazało się dla nas sumą zbyt wygórowaną, szczególnie że kilka ostatnich nocy spędziliśmy w autobusach.

Większe problemy ze znalezieniem noclegu mieliśmy wcześniej w Taszauz. Zmęczeni upałem udaliśmy się do jedynego znanego nam z przewodników taniego hotelu w mieście. Cena jednak zwaliła nas z nóg. Trzydzieści dolarów! Dyrektor hotelu poinformował nas, że jest to najtańszy nocleg w mieście. Ale gdybyśmy chcieli, jako goście z Polski, możemy u niego w domu przenocować na jedyne dziesić dolarów.

Wyszliśmy z hotelu, mając nadzieję na znalezienie noclegu w jakimś prywatnym mieszkaniu. Wszelkie próby spełzły jednak na niczym, więc skruszeni wróciliśmy do dyrektora hotelu. Doskonale wiedział o naszych próbach poszukiwania taniego noclegu. Nie odmówił sobie zwrócenia nam uwagi, że to nieładnie odrzucać jego zaproszenie, ale wspaniałomyślnie wybaczył nam błąd i zawiózł do domu. Okazało się, że urządził na terenie swojej posesji nieoficjalny hotelik dla takich jak my, dzięki któremu nieźle mu się wiodło, co dało się zauważyć przy oglądaniu "pokoi". Aszchabad. Miasto Miłości. Miasto bohater Związku Radzieckiego. 6 października 1948 roku zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. W ciągu kilkunastu sekund Apokalipsy zginęło ponad sto sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Z mozołem odbudowywane nie wróciło do stanu poprzedniego. Przez lata było zagubioną sierotą radzieckiego Imperium. Jednak ostatnie dwanaście lat rządów Turkmenbaszy stanowi okres nadawania Aszchabadowi wyglądu miasta nowoczesnego i czystego. Przynajmniej w centralnej jego części. Kosztem olbrzymich pieniędzy rozpoczęto inwestycje, często z udziałem kapitału zagranicznego. Powstało dużo nowoczesnych budynków państwowych. Kobiety w pomarańczowych kamizelkach regularnie zamiatają główne arterie, po ulicach kręcą się polewaczki. Na każdym skrawku zieleni sadzi się drzewa i kwiaty. Bieda została wyrzucona na przedmieścia.

W centrum Aszchabadu dumnie góruje nad otoczeniem kilkudziesięciometrowa wieża - Arka Neutralności. Zbudowana w 1998 roku kosztem ponad sześćdziesięciu milionów dolarów, zwieńczona jest obracającą się wokół własnej osi złotą figurą prezydenta podążającą za słońcem.

Stolica jest dumna z imponującego stadionu piłkarskiego i nowoczesnego portu lotniczego. A także z dobrze zorganizowanego i taniego systemu komunikacji miejskiej. Przejazd stołecznym trolejbusem kosztuje pięćdziesiąt manatów (w przeliczeniu na polską walutę po kursie czarnorynkowym - jeden grosz). Nie ma kasowników, nie ma też konduktorów. Ludzie po zakończeniu jazdy i wyjściu z pojazdu udają się karnie do drzwi obok kierowcy i wrzucają należność do tekturowego pudełka. Aby zwiększyć porządek w Aszchabadzie i bardziej podkreślić miejski charakter stolicy, władze zakazały w lipcu 2003 roku hodowli krów, kur, gęsi, kaczek, jak również pszczół. Na podstawie nowych przepisów każda rodzina turkmeńskiej metropolii może posiadać po jednym psie i kocie.

Ojciec wszystkich Turkmenów
Tak jak zapowiedział Sasza podczas ostatniej kontroli milicyjnej przed przybyciem do stolicy, Aszchabad "kwitnie" Turkmenbaszą. Prezydent jest wszędzie. Uwielbienie narodu - a może strach przed Serdarem - wciska jego podobizny w każde podwórko, w każdy kąt, tak jak pustynne burze pyłowe atakują w?ciekle miasto. W Marach, drugim co do wielkości i znaczenia mieście w Turkmenistanie, dojrzałem portret Wodza z siwymi jeszcze włosami. Jak oznajmił mi jeden z taksówkarzy, po operacji serca przebytej w Niemczech prezydent odmłodniał, nabrał sił, a jego włosy stały się z powrotem kruczoczarne. W metropolii nie jest to możliwe, każdy wizerunek musi być prawomyślny. Turkmenbasza - Ojciec Wszystkich Turkmenów. Rocznik 1940. Jako ośmiolatek cudem ocalał z Apokalipsy, która zrównała z ziemią Aszchabad. Absolwent Politechniki Leningradzkiej i Wyższej Szkoły Partyjnej Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w Moskwie. W 1985 roku został prezesem rady ministrów Turkmeńskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jeszcze jako Saparmurad Nijazow. Od 1986 roku piastował funkcję pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Turkmenii, którą w 1990 roku przekształcił w Partię Demokratyczną. Również w 1990 roku został wybrany na przewodniczącego Rady Ludowej, dwa lata później zaś na prezydenta oraz szefa rządu niepodległego już Turkmenistanu, a wkrótce potem - ogłoszony Turkmenbaszą.

W styczniu 1994 roku 99,99% wyborców opowiedziało się w referendum w sprawie przedłużenia kadencji za pełnieniem przez Nijazowa funkcji prezydenta do 2002 roku. W grudniu 1999. parlament zadecydował, że Saparmurad Turkmenbasza będzie prezydentem przez czas nieograniczony. Komisja historyków ustaliła zaś, że prezydent kraju jest potomkiem w linii prostej Aleksandra Wielkiego. W 2000 roku Turkmenbasza oświadczył niespodziewanie, że będzie władcą tylko do 2010 roku, nie wykluczył też wyborów prezydenckich cztery lata wcześniej i skrytykował swoich współpracowników, którzy pragnęli go widzieć jako dożywotniego przywódcę.

W maju 2001 roku stwierdzono, iż Turkmenbasza jest Prorokiem zesłanym Turkmenom na kolejne tysiąclecie, a jego wielka księga Ruhnama została uznana za świętą, porównywaną do Biblii i Koranu.


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna strona do góry